Razem czy osobno?

Tak zwani „wkurwieni”, czyli w zasadzie większość z nas – ci, których zawiodły kolejne ekipy rządzące, ci którzy mamy dosyć nijakiej, słabej polityki, ci którzy chcą radykalnych zmian w Polsce – stoimy przed kolejną możliwością wyrażenia naszej złości, naszego rozczarowania. Nadchodzą wybory parlamentarne.

Poza standardowym zestawem (PiS, PO, PSL, któreś wcielenie SLD), w tym roku mamy cztery partie które oscylują w okolicach progu wyborczego (lub tkwią ściśle pod nim): KORWiN, Kukiz ’15, Razem oraz .Nowoczesna. O „Nowoczesnej PO” pozwolę sobie zamilknąć. Raz już mieliśmy „alternatywę” dla PO w postaci Palikota, jak to się skończyło, chyba wszyscy wiemy. O KORWiNie (i Kukizie) napiszę być może w nadchodzących dniach. Dziś, poniekąd na fali zachwytu elokwentnym przedstawicielem, chciałbym zająć się partią Razem.

Z pewnością część z was planuje zagłosować na tę partię, szukając zarówno alternatywy wobec „bandy czworga” (plus, mam nadzieję, nowoczesnej jej przyczepki), jak i wobec KORWiNy i Kukiza, do których z różnych przyczyn czują niechęć. W związku z tym sięgnąłem po deklarację programową partii Razem, i zamierzam przybliżyć wam jej założenia wraz z moim komentarzem. A potem zapewne pójdę się napić, w nadziei, że uda mi się zabić komórki mózgowe które z tym programem miały styczność.

Legenda: 👍- dobra propozycja, 👎 – zła propozycja, ❓- jeden rabin powie tak, inny powie nie. Ilość kciuków oddaje moje uczucia i opinie wobec konkretnej propozycji.

Deklaracja programowa partii Razem, stan na 21 Października 2015 roku.

1. Państwo po stronie pracowników i pracownic

1.1 Wprowadzimy minimalną płacę godzinową w wysokości 15 złotych brutto dla umowy o pracę na czas nieokreślony i 20 złotych brutto dla wszystkich innych rodzajów umów, tak aby firmom przestało się opłacać wypychanie pracowników na umowy śmieciowe. W kolejnych latach płaca minimalna będzie ustalana procentowo w stosunku do przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce, a nie ustalana kwotowo.

👎👎 Płaca minimalna nie rozwiązuje problemów, a wręcz je stwarza. Marnowałbym swój czas, gdybym próbował ten fakt samemu uargumentować. Jest to tak popularne hasło, że od dziesiątek lat powstają świetne artykuły i inne opracowania opisujące szkodliwość płacy minimalnej. Pozwolę sobie odesłać Was do bardzo krótkiego (kilka minut czytania!) fragmentu książki „Ekonomia w jednej lekcji” Henry’ego Hazlitta.

1.2 Wprowadzimy obowiązkowe umowy o pracę przy realizacji zamówień publicznych, o ile umowa cywilnoprawna nie wynika ze specyfiki konkretnego zamówienia publicznego. Skończymy z zatrudnianiem przez instytucje publiczne na śmieciówkach.

👎 Zwiększenie papierologii stosowanej nikomu na dobre nie wyjdzie. Ponadto wprowadzanie prawnego rozgraniczenia jeśli chodzi o zatrudnienie przy zamówieniu publicznym a zamówieniu prywatnym jest gorsze, niż gdyby w ogóle zakazać zatrudniania poza umową o pracę. Rozpatrzmy taką sytuację: Istnieje firma „Murex” – zajmuje się ona oczywiście budową murów. Zazwyczaj realizuje projekty dla osób i firm prywatnych, ale czasem wpadnie też zamówienie od państwa. „Murex” zatrudnia na umowę o pracę sekretarkę oraz głównego inżyniera. W zależności od obciążenia pracą zatrudnia murarzy, płacąc im np. od godziny, albo „na akord”. Taka firma nie może podejść do przetargu na zamówienie publiczne, ponieważ nie zatrudnia murarzy na umowę o pracę. Gdyby ich zatrudniła, w przypadku chwilowego braku zamówień ryzykowałaby utratę płynności finansowej i w rezultacie nawet upadłość. Z kolei wielkie konsorcjum „EuroMurBud”, zatrudniająca tak czy siak setki albo i tysiące osób, bez problemu może pozwolić sobie na zatrudnienie murarzy na umowę o pracę. Nie dość, że raczej kontraktów jej nie zabraknie (ma przecież przewagę przy startowaniu w przetargach!), to nawet jeśli tak się stanie, to jej finansowa „bezwładność” pozwoli jej przetrzymać długi czas. W rezultacie okazuje się, że propozycja 1.2 silnie faworyzuje wielkie korporacje ponad małe, krajowe firmy.

1.3 Wprowadzimy 35-godzinny tydzień pracy. Zlikwidujemy 12-miesięczny okres rozliczeniowy, dzięki któremu firmy unikają dziś płacenia pracownikom za nadgodziny. Będziemy dążyć do ujednolicenia czasu pracy w całej Unii Europejskiej.

❓ Meh. Kiedyś napiszę co sądzę o krótszym tygodniu pracy (spojler: jestem na tak!). Likwidacja okresu rozliczeniowego – no cóż, likwidowanie przepisów będę wspierał zawsze. Obawiam się jednak jakie regulacje zostaną wprowadzone zamiast tego. Zbyt mało konkretów by oceniać, za dużo ogólników w jednym punkcie, a ponadto nie ma opcji, abym zaczął teraz wertować obecne przepisy dot. czasu pracy. To temat który jest tak niewiarygodnie w Polskim prawie pokręcony, że może powodować trwałe urazy na psychice.

1.4 Zwiększymy uprawnienia Państwowej Inspekcji Pracy: wprowadzimy prawo do przeprowadzania niezapowiedzianych kontroli i zwiększymy kary za łamanie praw pracowniczych. W spółkach publicznych wprowadzimy zakaz wypłacania nagród zarządom ukaranym za nieprzestrzeganie prawa pracy.

👍…❓ Zacząłbym od sprzedania większość spółek publicznych, jako źródła wszelkiego zepsucia. Zastanawiające, że Razem tyle miejsca poświęca szczegółowym rozwiązaniom dla spółek skarbu państwa – tak jakby wiedzieli, że to narośle na zdrowym ciele społeczeństwa. Tylko zamiast je wyciąć, próbują je smarować maścią homeopatyczną. Jeśli chodzi o inspekcję – jasne, czemu nie. Co prawda optowałbym za kontrolami na wniosek pracownika, i nie w sprawie łamania prawa pracy (które w większości należałoby po prostu wyrzucić do kosza), a w celu sporządzenia protokołu stanu faktycznego na potrzeby powództwa cywilnego. Jako fan umów cywilnoprawnych pomiędzy pracodawcą a pracownikiem, nie widzę powodu by jako państwo nie zapewnić darmowej i (teoretycznie) niezależnej usługi weryfikacji warunków pracy.

1.5 Osobom pracującym na umowach cywilnoprawnych zagwarantujemy prawo do zrzeszania się w związkach zawodowych.

👍👍 Jako fan umów cywilnoprawnych: a czemu nie! Niech zrzeszają się w związkach, mogą nawet założyć zakładową ligę siatkówki. Naprawdę nic mi do tego. A co sądzę o uprawnieniach związków zawodowych, to już kompletnie inna sprawa.

1.6 Będziemy wspierać zwiększanie partycypacji pracowniczej. W przedsiębiorstwach, w których nie ma związków zawodowych, zapewnimy wybieranym przez pracowników reprezentantom załogi te same uprawnienia, które mają zakładowe organizacje związkowe.

👍👍 Jak wyżej! Niech mają dokładnie te same uprawnienia! (Hint: żadne).

1.7 Zakażemy darmowych staży. Wprowadzimy minimalne wynagrodzenie godzinowe dla stażystów. Uregulujemy instytucję wolontariatu i ukrócimy nadużywanie jej w celach komercyjnych.

👎👎👎 Uważam, że darmowy staż to zazwyczaj oferta dla idioty. Zwłaszcza, jeśli taki stażysta ma w ramach stażu zajmować się na przykład wprowadzaniem danych. Nie ma jednak żadnego powodu, by wprowadzać taki zapis do prawa! Darmowy staż ma wiele sensu w sytuacji w której pracodawca musi ponieść stratę aby umożliwić stażyście naukę. Na przykład musi oddelegować doświadczonego pracownika do szkolenia, albo zapewnić materiały na których taki stażysta mógłby ćwiczyć. Jeśli ponadto pracodawca nie zawarł w umowie (bo np. zabraniało mu tego prawo krajowe) zapisów, że po stażu pracownik będzie musiał X czasu pracować w tej firmie (a’la zakaz konkurencji), to zatrudnienie takiego stażysty jest ogromnym ryzykiem. Pracodawca ponosi koszty szkolenia, a pracownik może po jego zakończeniu odejść do innej firmy, albo np. wyjechać za granicę. Gdyby jeszcze dodać do tego obowiązkową zapłatę dla stażysty, de facto zabijamy w ogóle koncept staży – koncept obecny w naszej cywilizacji od tysiącleci. Powtórzę dla pewności: staże w których pracodawca nie ponosi kosztów, to zazwyczaj nie staże, tylko zatrudnianie frajerów za darmoszkę. I jak zawsze: ja dobry farmazon szanuję. Jak ktoś kogoś namówi na wykonanie darmowej roboty – to szacunek dla niego. Warto jeszcze zauważyć, że dla niektórych osób praca w pewnych firmach – choćby za darmo! – to zapłata sama w sobie. Chociażby ze względu na prestiż firmy (w celu odnotowania tego stażu w CV), albo z kompletnie innych względów (np. możliwość pracy z wybitnym specjalistą, albo po prostu chęć udzielenia zaprzyjaźnionej firmie nieodpłatnej pomocy).

1.8 Zmienimy system pomocy dla absolwentów wchodzących na rynek pracy – wprowadzimy finansowane przez budżet półroczne zatrudnienie absolwentów w instytucjach i organizacjach non profit.

👎👎 Nagle okaże się, że praca pół roku po studiach w organizacji non-profit staje się standardem. Bo czemu nie – państwo płaci, więc miejsc raczej nie zabraknie. To w zasadzie tak, jakby owe instytucje – które zapewne miałyby w swych szeregach niemal samych takich „darmowych” pracowników – stały się niejako spółkami skarbu państwa. Tylko, że pod prywatnym nadzorem. Przy okazji: wiecie, że to stary pomysł? Jeszcze do niedawna każdy student mógł (a wręcz musiał!) odbyć taki półroczny staż w organizacji non-profit, sponsorowanej przez budżet państwa. Nazywało się to „przeszkolenie wojskowe” 😉

1.9 Będziemy dążyć do wprowadzenia jawności płac. Tylko tak możemy osiągnąć równą płacę za tę samą pracę, skończyć z dyskryminacją ze względu na płeć lub wiek.

❓Jestem za jawnością płac, ale przeciwko wymuszaniu jej prawnie. Firmy które dobrowolnie ogłoszą jawność płac staną się same z siebie bardziej atrakcyjne dla pracowników, i może przyciągnąć lepszych specjalistów. A jak ktoś chce pracować w firmie w której jawności nie ma? No to co. Jego wybór.

1.10 Ustawowo ograniczymy czas handlu w niedziele i święta, również w supermarketach.

👎👎👎 …oraz w Straży Pożarnej! A co tam, w niedzielę nie gasimy, w końcu też trzeba spędzić trochę czasu z rodziną. No dobra, niech strażacy pracują. To w ochronie! A nie, oni też są potrzebni… To może w kinach, teatrach i restauracjach? Aj, faktycznie – przecież ten „czas z rodziną” to np. wyjście na film albo na obiad. Widzicie do czego piję, czy mam jebnąć jakiś schemat?

2. Sprawiedliwe podatki dla wszystkich

2.1 Podniesiemy kwotę wolną od podatku do dwunastokrotności minimum socjalnego.

👍👍👍 Szanuję jak pojebany. Ja bym podniósł ją nawet i dwustukrotności. Albo tysiąckrotności. Albo ryczałtem, do wysokości miliarda złotych rocznie.

2.2 Wprowadzimy nową progresywną skalę podatkową, według której mniej zarabiający będą płacić niższe, a więcej zarabiający – wyższe podatki niż dziś. Wprowadzimy stawkę podatkową „dla prezesów” – 75% od dochodów powyżej 500 000 złotych rocznie.

👎👎👎 Ech, to mi chwilę zajmie. Zacznę od deklaracji ideowej: podatek dochodowy od osób fizycznych jest zły. A jeśli chodzi o podatek progresywny: jest najgorszą formą tego zła. Jest tyle argumentów podważających sensowność podatku dochodowego, że nie wiem do którego się odwołać. Lubię porównanie do akcyzy. Akcyza jest to podatek nakładany na pewne dobra, w celu zmniejszenia ich konsumpcji, np. alkohol czy tytoń. W związku z tym logicznym jest, że podatek dochodowy, jest to podatek nakładany na dochód z pracy, w celu zmniejszenia chęci do pracy. Podatek progresywny jest to z kolei taki podatek, który nie dość, że zniechęca do pracy, to jeszcze zniechęca do dobrej pracy – bo im lepiej pracuję, im lepszą jestem w stanie znaleźć posadę, tym bardziej jestem podatkami karany. Krzywa zysków z włożonego wysiłku spłaszcza się coraz bardziej. W pewnym momencie nie ma już w ogóle powodu, by się bardziej starać. A więcej na temat tego, co to oznacza „obrzydliwie bogaty” w rozumieniu razem przeczytacie we wpisie pod tytułem „Zazdrość bogatości”.

2.3 Będziemy renegocjować umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania z rajami podatkowymi. Wszyscy obywatele Polski prowadzący interesy w Polsce mają obowiązek płacić podatki w kraju. Wprowadzimy zasadę przepadku celowo nieujawnionych dochodów.

❓ Są lepsze sposoby na ściąganie podatków z firm, niż tworzenie kolejnych ustaw, kolejnych przepisów – a już zwłaszcza takich które dotyczą konkretnych krajów. Sam koncept tego, aby firmy działające w Polsce, płaciły podatek od tego, co w Polsce de facto zarabiają jest oczywiście słuszny. Nie jest to prosta sprawa – sposobów na zatajanie zysku albo i przychodów jest masa, zwłaszcza we współczesnym, zinformatyzowanym świecie. Idea słuszna, ale sugerowane rozwiązanie niewspółmierne do problemu.

2.4 Zlikwidujemy przywilej płacenia podatku liniowego, z którego korzystają dziś wyłącznie najlepiej zarabiający przedsiębiorcy. Wszyscy podatnicy powinni płacić podatki według jednej, sprawiedliwej skali. Zmienimy zasady opodatkowania zysków kapitałowych i zysków z wynajmu.

👍 Wszyscy przedsiębiorcy powinni płacić podatki według jednej skali… 👎 ale to właśnie powinna być stawka liniowa. Argumentacja jak przy podatku od osób fizycznych (patrz 2.2)

2.5 Zniesiemy górną granicę dochodu, od którego odprowadzane są składki emerytalne. Uzależnimy wysokość składek przedsiębiorców od ich dochodów, z zachowaniem minimalnej stawki gwarantującej godziwą emeryturę.

❓ Emerytury powinny leżeć w gestii prywatnej. Jednak jeśli muszą być państwowe, to 👍 jeśli chodzi o brak pułapu maksymalnego (o ile i świadczenie emerytalne będzie nielimitowane), 👎👎 jeśli chodzi o minimalną stawkę. Jeśli przedsiębiorca ledwo wyrabia finansowo, to minimalna stawka ZUS staje się przysłowiowym ostatnim gwoździem do trumny. Płacenie obowiązkowych składek nawet jeśli ponosi się stratę, jest chyba dla każdego idiotyczne. Oczywiście rozwiązaniem nie jest jak zwykle tworzenie kolejnych zapisów ustawowych, regulujących kto, kiedy i ile płaci, ale najzwyczajniej w świecie przerzucenie ciężaru zadbania o swoją starość na obywatela. ZUS i tak jest trupem, ale o tym kiedy indziej.

2.6 Wprowadzimy progresywny podatek dla firm. Wielkie międzynarodowe korporacje powinny płacić wyższe podatki niż małe, dopiero rozwijające się firmy.

👎👎👎 – jak w 2.2. Jeśli ktoś uważał na matematyce to wie, że 20% od stu milionów to dużo więcej niż 20% od dziesięciu tysięcy. Jak ktoś nie rozumie pojęcia procentu, to no cóż: Razem faktycznie może być dla niego dobrym wyborem, jak również astrologia, homeopatia i przy okazji: czy mogę zainteresować was zainwestowaniem w moją piramidę finansową?

2.7 Wprowadzimy dodatkowy podatek dla tych korporacji, które – zamiast inwestować – przetrzymują bezproduktywne nadwyżki kapitałowe na kontach.

👎👎👎 – przenieśmy to na bliższy nam grunt. Wyobraźcie sobie, że odkładacie na samochód, zamiast kupować go na raty (bo nie chcecie dać zarobić bankowi). A państwo mówi: hola, hola! Obywatelu, macie 20 tysięcy na koncie! No to musicie co roku nam przynajmniej tysiaczka odpalić. Dla firm sytuacja jest identyczne: powodów przetrzymywania kapitału jest mnóstwo: zbieranie funduszy na dużą inwestycję, tworzenie rezerw na czas wahań rynkowych lub mniejszego popytu, albo cokolwiek innego. Mam nawet lepszą analogię: wyobraźcie sobie znowu, że odkładacie 50 tysięcy na samochód. Macie już 20 tysięcy na koncie, a przychodzi Kapitan Państwo i mówi: moglibyście już za 10 tysięcy kupić samochód! Są takie dostępne! Więc macie 10 tysięcy „nadwyżki kapitałowej”. Powinniście za to coś kupić. Może nową lodówkę? O, a może obligacje skarbu państwa? A jak nie kupicie – to wam 10% tego zabierzemy, ot tak.

2.8 Zlikwidujemy przywileje podatkowe firm działających w Specjalnych Strefach Ekonomicznych. Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze przeznaczymy na tworzenie stabilnych miejsc pracy w nowym publicznym przemyśle.

👎👎👎 „Specjalną strefą ekonomiczną” powinna być cała Polska, ale nawet nie wchodząc w szczegóły zasadności tych stref (spojler: leczenie raka witaminą C), należy skupić się na „nowym publicznym przemyśle”. Razem nie precyzuje, co mają zamiar produkować, ale czując zapach PRLu strzelam, że radzieckie czołgi. A mówiąc serio: szkodliwość publicznej konkurencji dla prywatnych producentów to temat na dłuższy tekst.

2.9 Polska powinna poprzeć wprowadzenie przez Unię Europejską podatku od transakcji kapitałowych. Europa jest w stanie ukrócić spekulacje poprzez opodatkowanie transakcji sektora finansowego.

👎👎👎 Przetłumaczę wam: mam 1000zł. Wy macie 0zł. Przelewam wam ten 1000, i na koncie pojawia wam się 900zł. Stówkę bierze państwo, bo na pewno knuliśmy coś niedobrego, i żeby pokryć te szkody które wyrządziliśmy (komu?!) zabierze część pieniędzy. Tego typu podatki (czy też mówiąc bardziej staromodnie: rabunek na trakcie) są najczystszą formą zamachu na własność prywatną. Jeśli ktoś – osoba, firma – posiada jakieś środki finansowe, to powinna móc je przelewać gdzie i komu ma ochotę, nie tworząc w trakcie obowiązku podatkowego.

2.10 Wprowadzimy klauzulę przeciw unikaniu opodatkowania, co da państwu realne narzędzie do walki z procederem wyprowadzania z Polski nieopodatkowanych zysków przez międzynarodowe koncerny.

👎👎👎 Powtórka z 2.3. Niestety w postaci sugerowanej przez Razem, taka klauzula to nic innego niż PRLowski „domiar”. Jak ktoś nie pamięta co to, odsyłam do Wikipedii: Domiar – podatek uznaniowy (…) narzędzie do niszczenia tzw: „prywatnej inicjatywy”

2.11 Uporządkujemy i ujednolicimy system interpretacji prawa podatkowego. Będziemy działać na rzecz stabilności prawa podatkowego.

❓ Idea słuszna, byle by nie polegało to na wprowadzeniu przepisów które opisano powyżej. A niestety dokładnie na tym ma polegać.

3. PAŃSTWO, KTÓRE BUDUJE MIESZKANIA

3.1Stworzymy państwowy program budowy mieszkań pod wynajem, finansowany bezpośrednio z budżetu centralnego. Skończymy z pośrednim dofinansowywaniem deweloperów i banków z publicznych pieniędzy. Interwencja państwa ureguluje rynek mieszkaniowy, obniży ceny mieszkań i zwiększy ich dostępność.

👍 jeśli chodzi o zaprzestania dofinansowywania prywatnych inicjatyw z publicznych pieniędzy. 👎👎👎 jeśli chodzi o państwo, jako developera mieszkań dla ludzi. Zwłaszcza, jeśli mają to być mieszkania stricte pod wynajem. Znacie powiedzenie „państwowe, czyli niczyje”? No więc właśnie. Ponadto państwo byłoby uprzywilejowanym graczem na rynku mieszkań, i zwyczajnie przestałoby się opłacać budować mieszkania firmom prywatnym (poprzez dumping ze strony państwa). To zmniejszy podaż mieszkań na rynku (państwo nie jest w stanie zbudować mieszkania dla każdej rodziny), a w rezultacie podbije ceny na rynku zarówno wtórnym jak i pierwotnym. To zwiększy popyt na mieszkania państwowe. W zależności od tego, czy państwo wprowadzi reglamentację owych mieszkań (tj. listy – jak to działało niektórzy pamiętają, np. oczekiwanie 10 lat na zakup samochodu), albo użyje mechanizmów rynkowych czyli podwyższy ceny. W rezultacie koszt uzyskania własnego lokum dla przeciętnego obywatela pójdzie ostro w górę. To naprawdę jest wiedza wyniesiona z pierwszego semestru ekonomii.

3.2 Wprowadzimy zasadę, że każda złotówka pozyskana ze sprzedaży lokali komunalnych musi zostać przeznaczona na remont lub budowę nowych mieszkań komunalnych.

❓ Nie czaję – to po co sprzedawać lokale komunalne? Żeby interes się kręcił i można było zatrudniać więcej urzędników?

3.3 Będziemy wspomagać tworzenie spółdzielni mieszkaniowych poprzez udzielanie im wsparcia finansowego oraz udostępnianie im gruntów należących do skarbu państwa i samorządów.

👎👎 Faworyzowanie pewnych grup ponad inne. Należy ułatwić zakup ziemi wszystkim, należy obniżać koszta funkcjonowania firm, należy zwiększać kwotę pozostającą w kieszeni obywatela, a ludzie sobie poradzą. Nie jesteśmy Japonią – Polska to w większości ogromna równina – można budować aż po horyzont.

3.4 Wprowadzimy ustawę reprywatyzacyjną, która uniemożliwi przejmowanie roszczeń przez oszustów. Posiadacze roszczeń reprywatyzacyjnych, których nie można zakwestionować, otrzymają odszkodowania w formie pieniężnej, w wysokości nieprzekraczającej 10% wartości gruntu.

👎👎👎 Czyli co: jak jesteś oszustem, to nie dostaniesz nic. Jak jesteś legalnym posiadaczem ziemskim, któremu komuna ukradła własność, to oddamy ci góra 10%. No faktycznie, interes życia. To już nawet „dresiarze” potrafią człowiekowi zostawić większy procent pieniędzy, żeby chociaż na bilet do domu mieć.

3.5 Zakażemy eksmisji na bruk i do pomieszczeń nienadających się do zamieszkania.

👍👍 Słusznie. Co prawda należy dokonywać eksmisji, jeśli najemca nie wywiązuje się z opłat wobec właściciela nieruchomości, ale państwo powinno być w stanie zapewnić chociaż minimalne warunki do bytowania. Kojarzę, że wiele osób na świecie pracuje nad konceptami tanich „mieszkań” – robionych np. a’la kontenery. Zapewnienie dachu nad głową wszystkim obywatelom faktycznie powinno być jednym z głównych zadań państwa, jeśli chodzi o część socjalną. Oczywiście z zastrzeżeniem, że np. dewastacja powierzonego lokum oznacza eksmisję na bruk, tym razem bez litości.

3.6 Zwiększymy dostępność dodatków mieszkaniowych.

👎👎 …nie, po prostu nie. Nie zabierajcie aż tyle kasy w podatkach, nie podwyższajcie kosztów pracy i prowadzenia działalności, a nie będziecie musieli rozdawać dodatków.

4. W SŁUŻBIE ZDROWIU, A NIE ZYSKOM

4.1 Zlikwidujemy składkę zdrowotną – służba zdrowia będzie finansowana bezpośrednio z budżetu państwa.

👍👍👍 Oczywiście, że tak. Konstytucja gwarantuje bezpłatną opiekę medyczną wszystkim. Koszta generowane przez masę nikomu nie potrzebnych urzędników (NFZ, kasy chorych, grom wie co jeszcze) to zmarnowane pieniądze. Oczywiście inaczej sobie wyobrażam tę publiczną służbę zdrowia, ale ten punkt sam w sobie jest w 100% słuszny.

4.2 Zatrzymamy komercjalizację opieki zdrowotnej. Zamiast limitów procedur placówki medyczne będą otrzymywały finansowanie na personel i bieżące utrzymanie.

4.3 Będziemy przeciwdziałać zagrożeniu braku opieki pielęgniarskiej. Podniesiemy pensje pielęgniarek. Wprowadzimy powszechne normy zatrudnienia, gwarantując zwiększenie liczby personelu medycznego przypadającego na pacjenta.

4.4 Zwiększymy dostępność zawodu lekarza poprzez zwiększenie liczby miejsc na specjalizacjach.

4.5 Przywrócimy opiekę pielęgniarską i stomatologiczną oraz obowiązkowe szczepienia w szkołach. Każdą wieś obejmiemy gminną opieką pielęgniarską.

4.11 Wprowadzimy zasadę, że decyzje o zakupie sprzętu nie będą podejmowane lokalnie, lecz z uwzględnieniem potrzeb całych regionów. Dzięki temu sprzęt medyczny nie będzie stał niewykorzystywany.

To temat rzeka. Zajmę się nim (jeszcze raz) innym razem.

4.6 Zapewnimy powszechny dostęp do antykoncepcji. Wprowadzimy refundację środków antykoncepcyjnych i pełną refundację zabiegów in vitro.

4.10 Poddamy ściślejszej kontroli rynek suplementów diety i farmaceutyczny, zwłaszcza leków dostępnych bez recepty.

👎👎 Widzicie pewną sprzeczność? Nie będę mógł kupić dwóch pudełek pseudoefedryny albo trzech ibuprofenu (takie przepisy są np. w UK), ale za to będę mógł kupić tabletkę 72h po albo wczesnoporonną jako nastolatka bez żadnego problemu? Osobiście jestem za tym, aby móc, jako obywatel, podpisać oświadczenie, w którym biorę na siebie odpowiedzialność za ewentualny uszczerbek na zdrowiu lub nawet śmierć wynikłą z nieprawidłowego stosowania jakichkolwiek substancji. Z takim oświadczeniem mógłbym kupić sobie w aptece (bez refundacji), co tylko mi się podoba. Jakoś aby kupić piłę tarczową nie trzeba iść do certyfikowanego inżyniera po pozwolenie – a jednak piłą tarczową jest się łatwiej uszkodzić, niż np. kremem na trądzik. Tak, kremy na trądzik (np. te zawierające retinoidy) są dostępne tylko na receptę. Jeśli chodzi o refundację in vitro, to też powinna być część osobnego wpisu na temat refundacji w ogóle.

4.7 Jesteśmy przeciwnikami rozwiązywania problemu przerywania ciąży poprzez represje 
karne. Prawo, które obowiązuje w Polsce, nie działa – bez kłopotu omijają je kobiety zamożne, uderza natomiast w kobiety biedne, znajdujące się w ciężkiej sytuacji życiowej. Niezależnie od różnic, jakie dzielą nas w etycznej ocenie przerywania ciąży, jesteśmy przekonani, że rolą państwa nie jest stawanie w tej sprawie po stronie jednego światopoglądu. Decyzja o macierzyństwie powinna pozostawać w rękach kobiety.

👎 Zapraszam tutaj, już pisałem co sądzę w tym temacie.

4.8 Zwiększymy kontrolę izb lekarskich nad lekarzami działającymi niezgodnie z obowiązującą wiedzą medyczną.

👍👍 Homeopatów i bioenergoterapeutów posłałbym na Berdyczów. Zwłaszcza takich, co promują swoje „voodoo” zamiast faktycznego leczenia.

4.9 Będziemy propagować zdrowy tryb życia Polaków, przeznaczając środki celowe na wspieranie działalności w obszarze aktywności fizycznej. Zobowiążemy organizacje sportowe, współfinansowane ze środków publicznych, do prowadzenia programów aktywizacji sportowej skierowanych do lokalnych społeczności.

👍👍 Nie zabierajcie tyle hajsu w podatkach, to ludzi będzie stać na wybraną aktywność fizyczną. A jak ktoś nie będzie chciał, to jego święte prawo, jego wolna wola, by leżeć i obrastać w tłuszcz. Oczywiście, niech nie liczy na rentę, bo jest za gruby, żeby pracować.

5. EDUKACJA I KULTURA, KTÓRE ŁĄCZĄ

5.1 Powiążemy nakłady na edukację z PKB. Priorytet dla edukacji musi mieć gwarancje w kształcie budżetu państwa.

👎 Osobiście jestem za prywatnym szkolnictwem, ew. z tzw. bonem edukacyjnym.

5.2 Wprowadzimy bezpłatne podręczniki w szkołach podstawowych i średnich. Dzieci nie będą musiały nosić do szkoły ciężkich tornistrów – będą mogły przechowywać podręczniki w szkole.

👎👎👎 W innych słowach: my, rządzący, ustalimy co jest jedyną słuszną prawdą której będziemy – przymusowo – uczyć dzieci. Prywatne szkolnictwo daje rodzicom wybór, czego ich dzieci będą się uczyć, i z jakich podręczników.

5.3 Nauczycielkom i nauczycielom zapewnimy godne pensje i stabilność zatrudnienia – w zgodzie z Kartą Nauczyciela. Zakażemy podpisywania dziewięciomiesięcznych kontraktów nauczycielskich, zostawiających młodych pedagogów bez dochodów w czasie wakacji.

Jak wyżej – nie dotyczy w prywatnym szkolnictwie.

5.4 Zatrzymamy likwidację i prywatyzację szkół. Wykorzystamy niż demograficzny do zmniejszenia liczebności klas. Zwiększymy subwencję oświatową, wesprzemy dodatkowymi funduszami szkoły poza wielkimi miastami.

👎👎👎 Jak wyżej – państwowe szkolnictwo to mechanizm propagandy, a także kolos, który nie jest w stanie nadążyć za zmieniającym się światem i zmieniającymi się wymaganiami świata dot. wiedzy, którą młodzi ludzie powinni posiadać. Co więcej, ponieważ państwo zarówno dzieci uczy jak i egzaminuje, w celu pochwalenia się swoją zajebistością, zakres nauczania jest zmniejszany, a egzaminy uproszczane. Nie można być sędzią we własnej sprawie – a kiedy państwo zajmuje się wszystkim, dokładnie tak to się musi skończyć.

5.5 Aby wyrównywać szanse edukacyjne, zwiększymy obsadę nauczycielską w szkołach 
osiągających gorsze wyniki. Będziemy dążyć do wprowadzenia na szeroką skalę instytucji asystenta nauczyciela, wspomagającego prowadzenie zajęć.

Jak wyżej – nei dotyczy w prywatnym szkolnictwie.

5.6 Wszystkie zajęcia z dziećmi powinny być prowadzone według programu i przez kadrę z 
uprawnieniami pedagogicznymi. Wprowadzimy obowiązkową i prowadzoną według jednolitego programu edukację seksualną. Przeniesiemy ciężar finansowania nauki religii na związki wyznaniowe.

👎👎👎 „powinny być prowadzone według programu”. A zajęcia niedługo będą zaczynały się od odśpiewania „Ody do radości”. Ale tak, 👍👍👍 religia powinna być nauczana prywatnie. Jak i wszystko inne.

5.7 Upowszechnimy wsparcie socjalne dla studentów. Podniesiemy minimalny dochód uprawniający do stypendium do poziomu 100% minimum socjalnego. Zwiększymy wsparcie dla osób pochodzących spoza dużych miast, w tym dostępność akademików. Stołówki w budynkach uczelni muszą być prowadzone na zasadach non profit.

👎👎👎 Nie każdy musi mieć maturę, nie każdy musi mieć magistra. Zwłaszcza z europeistyki. Tak samo jak postuluję prywatne szkolnictwo dla dzieci, tak i szkolnictwo wyższe powinno być prywatne. Wspierałbym za to najlepszych studentów stypendiami – zgodzę się, że jeśli ktoś jest naprawdę zdolny i pracowity, to brak zaplecza finansowego nie powinien go dyskwalifikować przed karierą naukową.

5.8 Zmniejszymy rolę systemu grantowego w finansowaniu nauki. Wprowadzimy zasadę pełnej jawności przebiegu konkursów na nowe stanowiska na uczelniach i w instytucjach kultury.

W prywatnych uczelniach niech się dzieje co chce.

5.9 Skierujemy środki finansowe na lokalne inicjatywy i edukację kulturalną. Od instytucji kulturalnych z dużych miast będziemy wymagać wspierania działań kulturalnych poza ich siedzibą.

👎👎👎 Hahahaha nie. Kultura i sztuka nie powinna leżeć w gestii państwa. To droga do nadużyć: dajemy środki tym, co mają nasze poglądy, a zabieramy innym.

5.10 Przywrócimy edukacyjny i kulturotwórczy charakter telewizji publicznej. Zlikwidujemy reklamy w TVP. Zamiast abonamentu wprowadzimy system finansowania telewizji publicznej z udziału w dochodach z reklam emitowanych przez telewizje prywatne.

👎 Zlikwidujmy TVP w ogóle – i tak jest do dupy 🙂 A pomysł, żeby reklamy z telewizji prywatnej finansowały telewizję publiczną, jest naprawdę gruby (👎👎👎). Ewentualnie, jeśli udałoby się jakoś odpolitycznić tę telewizję i produkować programy na miarę BBC, można by finansować ją z opłat za wykorzystanie pasma elektromagnetycznego (miejsca na multipleksie). Owo pasmo, jako dobro wspólne obywateli, jest idealnym źródłem finansowania inicjatyw państwowych.

5.11 Zmienimy programy nauczania tak, aby spełniały rolę wszechstronnego i obywatelskiego wychowania, a nie były dyktowane przez nacisk kolejnych testów standaryzowanych.

👎👎👎 Pierdu-pierdu.  To co Razem uważa, za wszechstronne i obywatelskie wychowanie, np. Ruch Narodowy uzna za coś zupełnie innego. I na odwrót. Edukacja zdecydowanie jest materiałem na dłuższy wywód, więc ograniczę się tutaj do powyższych stwierdzeń.

5.12 Wprowadzimy zakaz dotowania prywatnych szkół z budżetu państwa.

👍👍👍 I zlikwidujcie publiczne! 😀

6. KONIEC PODZIAŁU NA POLSKĘ A I B

6.1 Przeniesiemy część urzędów centralnych poza stolicę. Równomierne rozmieszczenie urzędów wspomoże rozwój biedniejszych regionów, a rządzącym będzie łatwiej dostrzec, że Polska nie kończy się na Warszawie.

👍 Oczywiście na 1 przeniesiony urząd, należałoby  10 zlikwidować w ogóle. Ale ogólnie decentralizacja jest spoko. Należy zacząć od obywatela i nadać mu tyle uprawnień, (a raczej: nie ograniczać mu jego wolności przepisami) ile to możliwe. Na przykład czy chce odkładać na emeryturę czy nie. Rzeczy które dotyczą np. miasta czy miejscowości powinny leżeć w gestii rady miasta, to co dotyczy województwa przez sejmik wojewódzki itd. W rezultacie państwo na poziomie Sejmu i Senatu zajmowałoby się tylko tym, co do niego należy. A nie najmniejszą pierdołą.

6.2 Państwo przestanie się wycofywać z obszarów wiejskich. Sąd, szpital i szkoła średnia powinny znajdować się w zasięgu szybkiego dojazdu z każdej miejscowości.

👍Sąd tak. Reszta 👎 do prywatyzacji.

6.3 Odtworzymy stopniowo sieć lokalnych połączeń kolejowych i autobusowych. Zamiast wydawać pieniądze na pokazowe projekty, takie jak Pendolino, skoncentrujemy inwestycje na przewozach lokalnych.

👍 Tak dla niewydawania pieniędzy na Pendolino. 👎👎👎 dla państwa jako przewoźnika kolejowego. Dobrze, że państwo jeszcze papieru toaletowego nie produkuje (chociaż Razem postuluje publiczny przemysł…)

6.4 Powstrzymamy likwidację szkolnych i lokalnych bibliotek i wprowadzimy krajowy program budowy centrów kulturalno-społecznych poza dużymi miastami.

👍 Biblioteki stanowią ważny element edukacji. Dodałbym do tego krajową sieć szerokopasmowego internetu, jako coś naprawdę niezbędnego dla rozwoju społeczeństwa (w przeciwieństwie np. do kolei), ponadto ze swej natury internet jest światopoglądowo neutralny 👎 dla centrów kulturalno-społecznych, bo jak wyżej – grozi to finansowaniem propagandy.

6.5 Zwiększymy liczbę pracowników socjalnych na terenach dotkniętych strukturalnym bezrobociem i ubóstwem.

👎👎👎 Rozumiem, że to w ramach walki z bezrobociem – zatrudnić ich wszystkich jako pracowników socjalnych? 😀

6.6 Wprowadzimy obowiązek stworzenia w każdej gminie punktu bezpłatnych porad prawnych.

👎 Rozumiem ideę (prawo jest zbyt skomplikowane by nie-prawnik mógł je ogarnąć), ale rozwiązaniem jest wyrżnięcie 90% przepisów w pień, a nie tworzenie nowych (np. regulujących działalność tych punktów porad 😀 )

7. INNA POLITYKA JEST MOŻLIWA

7.1 Ograniczymy wynagrodzenia poselskie do trzykrotności płacy minimalnej. Powiązanie wynagrodzenia parlamentarzysty z płacą minimalną pomoże posłom pamiętać, jak wyglądają realia życia przeciętnych Polaków.

👍👍 Może by ustalić to na poziomie średniego wynagrodzenia (mediany), bo płaca minimalna, jak pisałem w 1.1 to zło. Ale ogólnie tak: ograniczanie wynagrodzeń w sektorze publicznym jest zawsze słuszne.

7.2 Zlikwidujemy obecny system finansowania partii politycznych. Partie będą otrzymywać fundusze celowe na wynajem biur, zatrudnienie niewielkiej liczby pracowników, publikację materiałów informacyjnych i wyborczych oraz ekspertyzy programowe. Zakażemy płatnych billboardów i komercyjnych spotów.

👍👍 Nawet i na to nie należałoby dawać funduszy. Takie rzeczy partie mogą pokryć ze składek członkowskich i dobrowolnych darowizn. Billboardów bym nie zakazywał, dopóki pieniądze pochodzą z prywatnych kieszeni członków i sympatyków.

7.3 Chcemy demokratyzacji procesu wyborczego. Wprowadzimy system Pojedynczego Głosu Przechodniego (tzw. STV), w którym obywatele głosują na osoby, a jednocześnie zapewniona jest reprezentacja mniejszości.

👍👍👍 STV to lepsze rozwiązanie niż zarówno system obecny, jak i JOWy.

7.4 Wprowadzimy zasadę, że wniosek o referendum podpisany przez 500 tysięcy obywateli nie może zostać zignorowany przez Parlament.

👍👍👍 Nawet i 100 tysięcy to wystarczająco, moim zdaniem. Można by robić np. dwa referenda rocznie i umieszczać w nich wszystkie inicjatywy które dostały takie poparcie. W celu minimalizacji kosztów robić to jak Szwajcarzy: jedna-dwie komisje na średniej wielkości miasto. Jak komuś zależy, to może te kilka-kilkanaście kilometrów dojechać. Oczywiście jako technokrata jestem za rozwiązywaniem problemów przy użyciu technologii, ale teraz omawiamy propozycje Razem, a nie moje.

7.5 Wprowadzimy maksymalnie dwie kadencje dla prezydentów oraz burmistrzów miast. Zasadą tą obejmiemy także parlamentarzystów.

8. PAŃSTWO NAPRAWDĘ OPIEKUŃCZE

8.1 Zniesiemy kryterium uprawniające do pobierania świadczeń z Funduszu Alimentacyjnego. Przeniesiemy obowiązek ścigania osób uchylających się od płacenia alimentów na państwo.

👎 Chciałbym wytknąć hipokryzję i seksizm: wg Razem, jeśli kobieta jest w ciąży, to decyzja o jej zatrzymaniu lub usunięciu leży tylko w gestii kobiety. Jeśli natomiast zdecyduje się dziecko zatrzymać, to ojciec nagle wraca do dyskusji i ma zacząć płacić (nawet jeśli dziecka nie chciał). Temat samego funduszu to temat ogólnego podejścia do zapewnienia warunków bytowych, a to dłuższy temat (trudno się kłócić z konkretnymi postulatami, jeśli uważa się, że to cały system socjalny wymaga zmiany).

8.2 Podniesiemy znacząco kryterium dochodowe uprawniające do skorzystania z zasiłków rodzinnych. Zagwarantujemy ustawowo, że nie może być ono niższe od minimum egzystencji.

👎 Dziesiątki różnych zasiłków, masa różnych kryteriów, legion urzędników który sprawdza komu ile się należy. To wszystko nie ma sensu. Lepszym rozwiązaniem jest zunifikowany zasiłek zapewniający minimum egzystencji (albo wręcz tzw. „basic income”, który może opiszę w przyszłości).

8.3 Wybudujemy w każdej gminie dzienny dom opieki dla osób starszych i zależnych finansowany z budżetu państwa. Ośrodki Pomocy Społecznej będą zatrudniać opiekunów osób zależnych. Każdy opiekujący się stale osobą zależną powinien mieć prawo do urlopu wypoczynkowego, chorobowego oraz emerytury.

👎 Opieka nad osobami starszymi i zależnymi powinna leżeć w gestii ich rodzin. Takie osoby (starsze i zależne) kwalifikują się na wcześniej wspomniany zunifikowany zasiłek. Państwo nie powinno przeszkadzać (poprzez tworzenie nieuczciwej konkurencji) w powstawaniu prywatnych domów opieki.

8.4 Uprościmy procedurę uzyskiwania zasiłku dla bezrobotnych. Przywrócimy zasiłki dla absolwentów. Młodzi ludzie mają prawo do bezpieczeństwa ekonomicznego podczas poszukiwania pierwszej pracy.

👎👎 Gdyby ich rodziny nie były łupione podatkami, to mogłyby spokojnie takiego absolwenta wspomóc. Gdyby firmy nie były tak łupione podatkami, gdyby koszty pracy nie były tak wysokie, to bezrobocie byłoby niższe. Ta-da. Zasiłek nie powinien być rozwiązaniem każdego problemu, a ostatnią deską ratunku, gdy nie ma już innych sposobów na rozwiązanie problemu.

8.5 Zapewnimy miejsca w przedszkolach i żłobkach dla wszystkich dzieci, które tego potrzebują. W wybranych placówkach zapewnimy opiekę popołudniową i weekendową.

👎👎👎 Pojadę korwinem, ale co tam. W normalnym społeczeństwie, jedna osoba (ojciec lub matka) powinna być w stanie zapewnić rodzinie dochód na poziomie przynajmniej skromnego życia. Żłobki i przedszkola są dla dzieci po prostu szkodliwe, i powstały jako przechowalnie, aby oboje rodziców mogło pracować. A najzwyczajniej w świecie, któreś z nich (albo oboje, na zmianę) powinni pracować jako rodzic – to ciężka i niewdzięczna praca, ale dziecko potrzebuje matki i ojca, a nie państwowej opiekunki, jednej na X dzieci.

8.6 Zlikwidujemy ulgę podatkową na dzieci i wprowadzimy na jej miejsce powszechny zasiłek wychowawczy. Równa pomoc powinna trafiać do wszystkich dzieci.

👎 Jak wcześniej: likwidacja ulgi spoko, ale zamiast kolejnego zasiłku, jeden, zunifikowany.

8.7 Wprowadzimy równouprawnienie rodzin niezależnie od płci partnerów – zapewnimy prawo do dziedziczenia, zasądzanie alimentów, a także współdzielenie opieki nad dziećmi po rozpadzie związku.

👍👍 – w moim wydaniu polegałoby to na w ogóle usunięcia pojęcia „rodziny” i „małżeństwa” z prawa. Można w celu uproszczenia życia wprowadzić pojęcie „związku partnerskiego”, który miałby ww. prawa, i mogły go ze sobą zawrzeć dowolne osoby (choćby i grupa trzech kobiet i czterech mężczyzn). Dawaniem ślubów (bez konsekwencji prawnych) powinny się zająć związki wyznaniowe, mistrzowie ceremonii, albo po prostu kto ma taką ochotę.

8.8 Wprowadzimy jednolity, 480-dniowy urlop rodzicielski, dzielony po równo pomiędzy rodziców.

👎 Normalnie zarabiający rodzic powinien utrzymać partnera oraz dzieci. Należy dążyć do wzrostu mocy nabywczej pensji, a nie tworzeniem regulacji prawnych. Czuje się trochę jak katarynka – wciąż to samo…

8.9 Będziemy konsekwentnie realizować postanowienia Konwencji ONZ o prawach osób niepełnosprawnych, dążąc do likwidacji barier wykluczających osoby niepełnosprawne z życia społecznego i rynku pracy.

👎 Po prostu nie twórzcie miliardów aktów prawnych. Jak ktoś jakąś pracę może wykonywać i jest w tym dobry, to któryś pracodawca go w końcu zatrudni. Co państwu do tego?

8.10 Będziemy dążyć do wprowadzenia równej dla wszystkich emerytury obywatelskiej w wysokości wystarczającej na utrzymanie, finansowanej bezpośrednio z progresywnych podatków.

❓ Jedynym ratunkiem dla ZUSu i budżetu państwa jest wprowadzenie emerytury obywatelskiej. Jeszcze lepszym pomysłem jest powszechny „basic income”, bo likwiduje nie tylko emerytury, ale i renty, zasiłki, dodatki i ulgi. Opiszę to w przyszłości, ale pomysł jest tak dobry, że promują go skrajni komuniści (np. Szumlewicz) jak i duża część skrajnych wolnościowców, libertarian. Na razie zrobiłem szybkie wyliczenia, i wiecie co? Polskę by było na to stać choćby i dzisiaj.

9. AKTYWNE PAŃSTWO, NOWY PRZEMYSŁ

9.1 Stworzymy nowe miejsca pracy w przemyśle. Uruchomimy w oparciu o Bank Gospodarstwa Krajowego państwowy fundusz celowy inwestujący w budowę nowego przemysłu i wdrażanie technologii rozwijanych na polskich uczelniach.

👎👎👎 O kurewełe, znowu ruszy produkcja „maluchów”? Państwo to nie korporacja. Państwo to wspólnota obywateli. Państwo ma bronić wolności swych obywateli, zarówno przed zagrożeniami zewnętrznymi (agresją zbrojną) jak i wewnętrznymi (przestępczością). Państwo ma ratować życie i zdrowie. Za to państwo nie ma produkować papieru toaletowego, czy cokolwiek Razem zamierza wytwarzać…

9.2 Zamiast rozdawać pieniądze prywatnym firmom, stworzymy państwowe i samorządowe fundusze zalążkowe, inwestujące w przedsięwzięcia w zamian za udział państwa w przyszłych zyskach.

👎👎👎 Ta sekcja programu razem to marzenie korporacjonistów – państwo staje się taką korporacją, która produkuje wszystko, i stanowi prawa dla swych pracowników/obywateli. Normalnie Cyberpunk 🙂

9.3 Wprowadzimy zasadę, że warunkiem uzyskania środków publicznych przez firmy będzie przestrzeganie praw pracowniczych i zapewnianie dobrych warunków pracy.

👎👎 …i świeżych bułeczek (bezglutenowych) co rano. Jeśli państwo musi już coś kupić, ma kupić rozsądnie, dla dobra obywateli. Kierowanie się dobrem tysiąca pracowników zatrudnionej firmy ponad dobrem 38 milionów obywateli jest idiotyczne.

9.4 Wprowadzimy priorytet dla spółdzielczości. Przeniesiemy środki z dotacji służących 
tworzeniu nieefektywnych mikrofirm na pomoc w organizowaniu spółdzielni. Państwo będzie wspierać budowanie sieci współpracy pomiędzy podmiotami ekonomii społecznej.

👎👎 Organizowanie się wytwórców w spółdzielnie to nic złego. Ba, to dobry pomysł. Ale po co tu państwo?

9.5 Zawetujemy podpisanie TTIP – niekorzystnego porozumienia handlowego miedzy Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi, które stworzy groźne przywileje dla korporacji, utrudni rozwój polskiego przemysłu i zagrozi demokracji.

👍👍👍 TTIP narusza wolność, i jako takie powinno być odrzucone. Nie ma nawet o czym dyskutować.

9.6 Wprowadzimy długofalowy plan transformacji energetycznej uwzględniający interesy osób obecnie pracujących w górnictwie, potrzeby energetyczne kraju oraz ochronę środowiska naturalnego.

👍👍👍 jeśli chodzi o zezwolenie podmiotom prywatnym na budowę elektrowni atomowych. 👎👎👎 jeśli chodzi o zakup z budżetu państwa stu milionów wiatraków. Wiecie oczywiście, którą z tych opcji preferuje Razem 😉

Podsumowanie

Uff… to było męczące. Nie będę ukrywał, że kilka postulatów Razem to dobre pomysły, i na pewno wiele osób właśnie je podchwyci. Spójrzcie proszę jednak na punkty których przyczepiłem się najbardziej. Polska wg Razem to PRL bis. Państwowy przemysł, państwowe bloki mieszkaniowe, uznaniowe „domiary” podatkowe i brak poszanowania własności prywatnej i prywatnej inicjatywy gospodarczej. Chyba wszyscy wiemy, jak skończył się PRL. Nawet jeśli na papierze wszystko brzmiało pięknie, nawet jeśli część pomysłów była dobra, to i tak wszystko rozbiło się o niedoskonałość ludzi.

I cytat na koniec – tym razem z Orwella:

Wszystkie zwierzęta są sobie równe, ale niektóre są równiejsze od innych.

Zazdrość bogatości

Wiecie, jak to jest być bogatym? Ale tak obrzydliwie, obrzydliwie bogatym? No więc ja wiem.

Jeszcze niedawno nie wiedziałem. Uświadomiła mi to dopiero partia Razem, publikując kalkulator podatkowy, który pokazuje prognozowane zarobki netto i brutto wg obecnego systemu podatkowego i wg proponowanego przez Razem systemu progresywnego (tj. bardziej progresywnego niż obecnie).

Jak rozumiem ideę, obecnie „bogacze” zarabiają za dużo, i należy ich bardziej opodatkować, aby zmniejszyć obciążenie podatkowe dla reszty. Kim są owi bogacze? Otóż kwotą graniczną wg kalkulatora Razem jest 5166zł brutto. Jeśli zarabiacie chociaż złotówkę więcej, zostaniecie bardziej opodatkowani pod reżimem Razem, niż obecnie. Jako wiecie, ci obrzydliwi bogacze.

Jako informatyk pracujący w Warszawie zarabiałem ponad tę graniczną kwotę. Tak więc hura! Byłem obrzydliwym bogaczem! I nie zrozumcie mojego szydzenia źle: nie zastanawiałem się nad tym, czy kupić 3 plasterki salcesonu czy 4. Ale jakoś umknęły mi te szybkie samochody i lejący się szampan. To pewnie od tej czystej kolumbijskiej kokainy.

Zatrzymajmy się chwilę przy kwocie, która robi z nas bogacza. 5167 zł brutto. Wg wyliczeń kalkulatora, obecnie w kieszeni zostaje 3 667 zł. Wynajęcie kawalerki w Warszawie – nie za blisko centrum, ze średnim dojazdem: 1500zł. Jedzenie i chemia domowa – moje wyliczenia oscylują w okolicach 1200-1500zł. Zrobiłem „zakupy” w internetowym leclercu, zakładając 2 bułki z szynką na śniadanie rano, 2 wieczorem, 3 litry płynów (cola, sok, woda) dziennie, miesięczny zapas proszku, płynu do płukania itd. Do tego dodałem 20zł na obiad (np. na mieście). Nie wystarczy na restaurację, ale jakaś pizza czy chińczyk w pracy to mniej więcej ta kwota. Załóżmy, że ew. pracowe przekąski też się w tym mieszczą. Założę 1500zł – w końcu jesteśmy bogaci. Pizza z podwójnym serem, a co tam.

Zapłaciliśmy za wikt i opierunek – zostaje nam 667 złotych. Za to musimy opłacić inne rachunki. Za internet + komórkę zapłacimy około 150zł. Nie jest to opcja minimum (telefon na kartę i najtańszy internet bez telewizji), ale daleko temu od abonamentów z iPhonem i pełnego zestawu kanałów w TV.  Zostaje ~500zł. Musimy raz w tygodniu gdzieś wyjść, np. z dziewczyną czy chłopakiem. Albo ze znajomymi na piwo. Myślę, że takie wyjście to – płacąc tylko za siebie! – 50zł musi kosztować. To bilet do kina + cola z popcornem, albo 4-5 piw w pubie. 4 weekendy po 50zł to 200zł, zostaje nam 300zł w kieszeni. Trzeba kupić jakiś ciuch – nie zmieniamy garderoby co miesiąc (mimo, że jesteśmy BOGACI), więc powiedzmy, że jedna para spodni lub jedna koszula, lub paczka bielizny. Niecałe 100zł. Zaokrąglimy do pełnych stu, bo w końcu czasem trzeba kupić buty, kurtkę zimową itd. – Polska nie rozpieszcza klimatem. Zostało 200zł. 100zł to rata za sprzęt AGD/RTV/komputerowy. Czasem coś się zepsuje. Czasem coś trzeba wymienić. Myślę, że jak policzyć żywotność laptopa, tabletu, miksera itd. itp. to spokojnie taką kwotę w ogólnym rozrachunku rocznie wydamy. Prawdopodobnie więcej, ale nie chcę być oskarżonym o przesadę. Zostało sto złotych. Starczy na prezent – na pewno w każdym miesiącu jest okazja: urodziny kolegi, partnera, rodziców, a może zbliża się gwiazdka?

Tak więc zostajemy z niczym. I na wszystko co święte, mam nadzieję, że nasz bogacz nie pali papierosów. Musiałby chyba je szmuglować z Białorusi. Nasz bogacz za to nie ma żadnych oszczędności (bo skąd ma oszczędzić)? Nie jeździ też na wakacje. Nie chodzi na płatne zajęcia (np. kursy językowe). Nie ubiera się zbyt modnie, nie ma współczesnych gadżetów. Wiecie co? Na zachód od Polski takich ludzi nazywa się „najgorzej zarabiającymi”.

Partia Razem nazywa ich jednak bogaczami, którzy zarabiają tak dużo, że muszą zacząć się więcej dorzucać do wspólnej kasy. I ja wiem, że moje obliczenia dotyczą „tylko” Warszawy (w cudzysłowie, bo to w jednak miliony ludzi). I wiem, że ludzie przeżywają, za dużo mniej. Jak to robią? Ot, wynajmują nie kawalerkę, ale pokój. Albo pół pokoju. Piją herbatę (woda z kranu + torebka „Sagi” wychodzi tanio), jedzą tanie, kaloryczne jedzenie. Spędzają swój wolny czas gotując (gotowanie w domu w końcu jest tańsze). Chodzą latami w tych samych ubraniach, aż się nie rozpadną. Siedzą w domach, oglądając telewizję (bo na wyjście ze znajomymi ich nie stać). Jasne, da się. Ale czy to jest życie godne pozazdroszczenia? Czy obraz który przedstawiłem w poprzednich akapitach, to jest taki niewyobrażalny luksus, że należy już takich ludzi zacząć ściągać w dół?

Wnioski pozostawię do wyciągnięcia Wam. Zostawię Was tylko ze słowami hrabiego Aleksandra Fredry:

Socyalizm nierówności wszelkie prędko utrze,
Szlachtę powiesi jutro, nie szlachtę pojutrze.

O wielkiej migracji ludów i o banicji

Temat numer jeden od kilku tygodni: Europa boryka się z ponoć niespotykaną dotychczas falą imigracji z Afryki i Bliskiego Wschodu. Reakcje ludzie wahają się od „reaktywować niemieckie obozy zagłady” po „przyjąć wszystkich, dać worek pieniędzy i przeprosić, że tak długo czekali”. Sprawa jest niezwykle delikatna; raz, że mowa tu o konkretnych ludziach, którzy czekają w obozach dla uchodźców albo płyną właśnie na jakichś łajbach, a dwa, że nikt nie wie jak to się w zasadzie może skończyć. I tutaj wizje – od najbardziej pesymistycznych po huraoptymistyczne decydują kto jakie rozwiązanie popiera.

Spróbujmy znaleźć złoty środek. Jestem w tej kłopotliwej sytuacji, że muszę wyjątkowo ostrożnie wypowiadać się na ten temat, by nie popaść w hipokryzję – w końcu sam jestem emigrantem żyjącym w obcym kraju. Myślę jednak, że z drugiej strony daje mi to pewne prawo do wypowiadania się, bo poniekąd mówię o tym, jakbym i ja chciałbym być traktowany.

Na początku chciałbym odrzucić poglądy typu „strzelać i zatapiać łodzie”, „zagazować w obozach”. Ba, nawet dość naturalny (ze względu na całkiem zrozumiałą ewolucyjnie ksenofobię) pomysł typu „zawracać i deportować” kłóci się z moim światopoglądem. Jako libertarianinowi, koncept ograniczania wolności podróżowania jest z natury wstrętny. Więc czemu nie stoję z transparentem w komitecie powitalnym?

Zastanówmy się jakie są główne kierunki tej migracji: UK, Niemcy. Oba kraje do bólu tolerancyjne i z bardzo wysokim socjalem. A co się dzieje z ludźmi którzy trafiają np. na Węgry czy też do Polski? Natychmiast próbują się przedostać na zachód, narzekają na warunki, obiecują, że nie mają zamiaru to zostawać. Pokazuje to, dlaczego ani razu nie użyłem w obec tych ludzi określenia „uchodźcy”. Jeśli miałbym wybór: żyć w piekle wojny, albo np. w Bydgoszczy, to wybrałbym Bydgoszcz. I byłbym bardzo szczęśliwy, że zagrażający mi ludzie mają tylko bejzbole a nie artylerię.

Zdaję sobie sprawę, że nie można uogólniać – z pewnością wśród przybyszów sa też uchodźcy. Ale uchodźcy nie wszczynaliby zamieszek, nie wyrzucaliby oferowanej im pomocy (bo sok ma za dużo cukru albo bo na pudełku jest znak czerwonego krzyża). I o uchodźcach chciałbym w ogóle nie mówić. Ratowanie ludzi od wojny jest słuszne i właściwe, niezależnie od tego kto z kim walczy i kto tę wojnę wywołał.

A więc co z tymi emigrantami? Wpuścić. Tak jak pisałem – ograniczanie wolności przebywania tam, gdzie ma się ochotę, nie toleruję. Wszystkie kraje uważające się za cywilizowane powinny wpuścić emigrantów, wydać im dokumenty (m.in. zezwolenie na podjęcie pracy zarobkowej), zaoferować kursy językowe danego kraju, oraz zakwaterować w tymczasowych barakach czy innych polowych warunkach, wraz z dostatecznym wyżywieniem.

Oczywiście należy też przybyszów poinformować, że ww. pomoc jest tymczasowa, powiedzmy trzy do sześciu miesięcy. Tyle by ogarnąć podstawy języka i znaleźć jakąś pracę. A po upływie tych kilku miesięcy – eksmitować. Tak samo jak eksmituje się rodowitych obywateli, gdy np. nie płacą rachunków.

Co dalej? Otóż jestem zwolennikiem wolności. Wolności osobistej, wolności wyboru. I w związku z tym nie interesuje mnie zbytnio, jaką drogę życiową obiorą owi przybysze. Nie moja sprawa im zaglądać w prywatne sprawy. Oczywiście, gdyby taki przybysz zaczął naruszać cudza wolność – np. poprzez któryś z zakazanych czynów (kradzież, pobicie, gwałt, dewastacja mienia), to należy taką – aspołeczną! – jednostkę po prostu wygnać. Jestem ogromnym fanem zapomnianej już dzisiaj kary banicji.

Widzę banicję jako zarówno świetne narzędzie odstraszające, jak i sposób na humanitarną eliminację jednostki niedostosowanej ze społeczeństwa. Jak już mówiłem, kocham wolność i taka np. kara więzienia przyprawia mnie – dosłownie – o mdłości. Na samo wyobrażenie sobie, że miałbym zostać zamknięty w celi, czuję, że zdecydowanie wolałbym chyba od razu czapę. Ale wracając do wygnania: osoba skazana na banicję (czasowo lub dożywotnio), byłaby rejestrowana biometrycznie w stosownym rejestrze. Dostawałaby pewien okres czasu – kilka tygodni? – na opuszczenie granic państwa/wspólnoty która zaordynowała karę. Popełnienie przestępstwa w tym okresie, niepodporządkowanie się nakazowi opuszczenia terenu, lub też przedwczesny powrót (o ile np. banita nie został porwany i przywleczony siłą) karane byłyby śmiercią. Mam nadzieję, że nikogo nie trzeba byłoby w ten sposób karać. A co konkretnie taki banita ze sobą zrobi – znowu, nie interesuje mnie to. Złamał warunki współżycia społecznego, i społeczeństwo nie chce by dłużej w nim przebywał. Może iść piechotą do Tybetu, może przyłączyć się do beduinów. Od momentu wydania wyroku, owa osoba przestaje być problemem społeczności którą skrzywdziła. (I zanim ktoś powie: to przyjade, nakradnę, wyjadę: częścią banicji jest przepadek mienia do wysokości wyrządzonej krzywdy oraz nawiązki.)

Ja wiem, że duża część czytających uważa mnie w tej chwili za idiotę albo wariata. Nic dziwnego – kodeksy karne stosowane w wielu miejscach na świecie od czasu Hammurabiego były oparte o zemstę. Ktoś ukradł? Uciąć rękę! Wybiczować! Zamknąć w wieży/klatce/ciemnicy/więzieniu. Karać, karać, karać. A potem niektóre społeczeństwa ogarnęły się, że przemoc rodzi przemoc. Ale jednak oczywiste jest, że nie karanie za przestępstwa skutkuje wzrostem przestępczości. Dlatego przestępce trzeba od społeczności izolować. I mamy system skandynawski – taki np. Breivik, mimo udowodnionej winy zamordowania wielu osób, mimo braku skruchy i ewidentnej woli powrotu do swojej „działalności”, żyje w dobrych warunkach, ma dostęp do rozrywki, edukacji itd., a wszystko to w nadziei, że w tak zwanym międzyczasie się zrehabilituje i będzie normalnym członkiem społeczeństwa. Widzę dwa problemy: po pierwsze koszt, absolutnie ciężki do przełknięcia nawet dla bogatego społeczeństwa, a całkowicie nieakceptowalny dla krajów gdzie ludzie żyją w nędzy i głodzie, oraz po drugie: ów więzień jest wciąż zamknięty, jego wolność jest ograniczona, co w wielu osobach musi rodzić frustrację, gniew i złość. A to rehabilitacji nie sprzyja. (Tak na marginesie: w przypadku zbrodni takich jak ww. masowe morderstwo z premedytacją, nie wahałbym się rekomendować karę śmierci. Osoba zdolna do takich czynów stanowić zagrożenie dla innych będzie zawsze. Ale niektóre społeczeństwa całkiem odmawiają jej stosowania, więc…)

I wracając do emigrantów: jeśli ktoś przybywa do Europy by tu żyć, pracować, być częścią nowej społeczności – super. Zapraszam. Miejsca jest sporo, pomieścimy się. Ale jeśli ktoś przybywa tu tylko po to, być żyć jak najdłużej z zasiłków, aby żyć wbrew społeczności – no cóż, przyjechać zabronić nie mogę z czystym sumieniem. Ale nie wierżę, że pracujący, płacący ludzie podatki naprawdę popierają koncept bezterminowego i bezwarunkowego wypłacania zapomóg finansowych imigrantom. Chyba nawet matematyka na poziomie szkoły podstawowej pozwala policzyć, że po prostu w końcu tych pieniędzy zabraknie?

Scenariusz który widzę to oczywiście: imigracja, koniec zasiłku, bezdomność, kradzież/rozbój, wygnanie. Zostaną ci, którzy znajdą pracę i staną się pożytecznymi członkami społeczeństwa. Reszta – won. Spróbujcie szczęścia w Rosji albo Chinach. Albo spróbujcie wyemigrować do USA – powodzenia.

Podpisano: pracujący, płacący podatki, przestrzegający prawa imigrant, wdzięczny Królestwu Wielkiej Brytanii za możliwość dołączenia do ich społeczeństwa.

Ogarnij fejsa!

Czyli o dobrodziejstwach trybu prywatnego słów kilka.

Pisałem już kiedyś, jak rozprzestrzenia się fejsbukowy spam („Nic nie klikałem…”), ale ze względu na ilość śmieci na swojej tablicy i coraz podlejsze metody spamerów wydaje mi się, że czas na update.

Co więc nowego w temacie? Pierwsza kwestia to otwarte grupy służące do rozprzestrzeniania spamu. Często mają nazwy ‚ukryte’, np. ‚ , . lub inny znak interpunkcyjny, a czasem udają strony informacyjne lub rozrywkowe, np. Wiadomosci24, Wiadomocsi24 i wszelkie możliwe inne nazwy. Spamer lub jego ofiara udostępnia tam link do „złośliwej” strony. Zazwyczaj jest to (odpowiednio przycięty) obrazek i jakaś „zajawka”. Typowa treść to granie na uczuciach, popędach i ciekawości: „Tragedia – cała rodzina zginęła w wypadku. Zdjęcia (+18)”, „Nie uwierzysz, jakie zdjęcia znalazł w pamięci aparatu! (+18)” itd. itp.

Kliknięcie w tego linka przenosi na strone, która najpierw ładuje reklamy (tutaj jest właściwy cel tego spamu), potem ładuje właściwy obrazek, a następnie stronę przykrywa tzw. „overlayem”, tj. zasłania treść jakimś oknem. Zależnie od treści to może być „Potwierdź że masz 18 lat” albo ostatnio wyjątkowo perfidne – zwykła reklama i informacja, że „tylko podwójnym kliknięciem zamkniesz reklamę”.

Jak zwykle, przycisk do zamykania tak naprawdę nie służy do zamykania – to ukryty i zakamuflowany przycisk do udostępniania na FB. To „podwójne kiknięcie” służy temu, aby potwierdzić, że się chce to coś udostępnić. Stosując skrypty, spamerzy ukrywają to okno, i jedyne co widać to faktyczny znak X do zamykania reklamy. Po takich kliknięciach ofiara udostępniła właśnie post na wyżej opisanej grupie, i wygląda to tak:

Jan Kowalski udostępnił post:

Janina Nowak > Wiadomosci24

Straszna tragedia, cała rodzina nie żyje. Zdjęcia (+18)

Ciekawym dodatkiem jest udostępnianie z „własnym” tekstem. Np. w przypadku fałszywego artykułu o wypadku samochodowym, osoba która nieświadomie udostępni ten link dodaje „od siebie” tekst typu „O Boże, to moi sąsiedzi. Moje myśli są z wami [*]”. To ma na celu oczywiście zwrócić uwagę innych osób i sprawić, że sprawa jest jeszcze bardziej warta zainteresowania – bo przecież ja też mieszkam nie daleko, a może ja też ich znam itd.

Jak się przed tym bronić? Na początek dodatki do przeglądarek:

  1.  AdBlock – to podstawa. Nie chroni zbytnio przed tego typu spamem, ale przynajmniej wchodząc na „podejrzany” link nie nabijacie pieniędzy spamerom.
  2. NoScript – choćby i w trybie „nie blokuj niczego”. Jeśli dobrze kojarzę, to i tak będzie chronił przed różnego rodzaju atakami polegającymi własnie na „przesyłaniu kliknięć” użytkownika w złych intencjach. Można też działać w trybie „blokuj wszystko” i zezwalać na skrypty tylko z zaufanych stron (facebook.com, onet.pl itd) – i też tylko tam, gdzie ewidentnie coś z braku skryptu przestało działać…

Dalej: ignorować takie posty. Zwłaszcza, jeśli adres strony nie jest nam znany (rp.pl, kwejk.pl czy youtube.com – spoko. koazckie24.pl, jajktojestmozliwe.pl – raczej odradzam). A także gdy tytuł jest tzw. „clickbaitem” – np. „Nie uwierzysz co zrobiła żeby schudnąć! Kliknij i zobacz zdjęcia!”. Co prawda w tych czasach dużo stron bez złośliwych skryptów ma takie tytuły, ale dobrą nauczką dla nich będzie jeśli przestanie im się nabijać odsłony.

A jeśli już musicie sprawdzić, co to jest – otwórzcie link w trybie prywatnym. Dzięki temu oglądając stronę nie będziecie nigdzie – w tym na FB – zalogowani, i albo próba udostępniania po prostu nie zadziała, albo wręcz nagle zobaczycie prośbę o zalogowanie się.

I na koniec ostatnia porada: jeśli jakakolwiek strona chce od was, abyście się zalogowali przez FB żeby tylko wyświetlić artykuł – nie warto. Nawet jeśli nie jest to spam, to i tak mają w tym jakiś interes – nazwiska, adresy email, takie tam. W internecie jest moim zdaniem wystarczająco dużo treści które nie są clickbaitem, spamem czy też „kosztują” nasze dane osobowe. Można z tym walczyć tworząc coraz to i nowe zabezpieczenia w przeglądarkach, ale i tak pierwszą i główną linią obrony powinien być nasz własny rozum.

Kolorowy zawrót głowy

Dziś trochę chaotycznie, ale słońce grzeje, ciężko się myśli 🙂

Na początek inspiracja: http://wawalove.pl/W-Warszawie-powstanie-noclegownia-dla-homoseksualistow-a14911

Wyobraźmy sobie newsa: „W Warszawie powstanie noclegownia dla murzynów”. Na pewno usłyszelibyśmy dużo „ciekawych” opinii, ale chyba najważniejsze pytanie jakie – mam nadzieję – można by usłyszeć to: „a czym taki murzyn się różnic od innych ludzi, że trzeba go izolować?”.

To samo pytanie mam w stosunku do osób LGBT(QWERTYUIOP). Co w nich jest niby takiego innego, że trzeba tworzyć zapisy prawa/noclegownie/hamburgery specjalnie dla nich?

Tęczowy burger z Burger Kinga

Burger King wydał limitowaną edycję burgera na czas obchodów „Gay Pride”

W moim odczuciu i doświadczeniu: nie ma niczego takiego. Heteryk czy waginosceptyk, biały czy czarny, katolik czy sikh – wszyscy jesteśmy ludźmi. Potem wchodzą w grę cechy osobowości: to, czy ktoś chce i lubi propagować swoje idee i przekonania, czy ma w sobie nienawiść do innych, a może świętą misję głoszenia jedynej prawdy.

Z tego co czytam i co słyszę od ludzi, im większy hałas w okół tematu równości, tym więcej nienawiści, tym więcej polaryzacji społeczeństwa. Po co więc ta cała szopka?

Otóż nikt z krzykaczy tak naprawdę nie chce równości. Czy to działacze LGBT czy feministki, czy przedstawiciele środowisk murzyńskich, czy w końcu protestujący związkowcy. Wszyscy oni walczą, a uwierzcie mi: nikt za darmo by się tak nie męczył. Jak mówi stare motto: „wszystkim po równo, a tym co pilnują, żeby było równo – trochę więcej”.

Uważam se, że każdy, kto domaga się jakikolwiek nowych przepisów nie chce równości – chce przywilejów. Jedyny bowiem sposób na faktyczne zrównanie dowolnych grup, to wykreślenie ich całkowicie z obowiązującego prawa. Jest po prostu zbyt wiele możliwości, opcji – ludzkiej różnorodności – by przewidzieć i opisać szczegółowo każdy przypadek. Jeśli ktoś chce zapisów specjalnie „pod siebie”, to chce być wyróżniony, specjalny. A zazwyczaj może tę wyjątkowość użyć jako oręża, czy to tarczy czy też miecza.

W przypadku LGBT i sztandarowego hasła małżeństw homoseksualnych rozwiązanie jest oczywiście banalne: wykreślić w ogóle małżeństwo z ustaw. Przygotować (np. oddolnie, przez prawników-społeczników) szablony przykładowych umów cywilnoprawnych w których dowolna grupa osób ustala pewne wzajemne pełnomocnictwa i standardy w przypadku np. śmierci, narodzin dziecka itd. – każdemu wg potrzeb.

Same śluby powinny stać się jedynie domeną związków wyznaniowych. Jeśli dwoje katolików chce wziąć ślub katolicki, to oczywiście nie mogą być parą homoseksualną, bo ta konkretna religia mówi temu nie. Zmuszanie (prawne) Kościoła Katolickiego do udzielania ślubów homoseksualnych jest tak idiotyczne, że chyba nawet nie muszę się nad tym (nomen omen) rozwodzić. Za to istnieją przecież kościoły chrześcijańskie w których ślub mogą brać cokolwiek-seksualiści. U Mormonów – dozwolone jest wielożeństwo. A jak ktoś jest wiccaninem, satanistą, rodzimowiercą, pastafarianinem – to też może wziąć sobie ślub w tym obrządku. W takiej kombinacji, na którą pozwala dana religia. Nic nam – społeczeństwu, państwu – do tego, kto jakie obrządki i ceremonie odprawia.

A jeśli z kolei chodzi o dyskryminację czy poczucie zagrożenia: żadna specjalna ochrona nie jest potrzebna. Napaść na drugą osobę jest nielegalna niezależnie od jej płci, koloru skóry czy orientacji. Wypisywanie kogo trzeba bardziej nie bić jest idiotyzmem pierwszej wody. Mniej więcej tak jak obecne przepisy o obronie własnej: można się bronić, ale trzeba korzystać z niezłej matematyki, by wymierzyć czym można się bronić, w jakiej sytuacji, i czy na pewno. Z przepisów tych wynikają sytuacje patologiczne, i z przepisów które by bardziej stygmatyzowały przestępstwo wobec konkretnych grup społecznych prowadzą do tego samego. W pewnym momencie głupia barowa bójka może się skończyć licytacją przed sądem, kto jest bardziej represjonowana grupą (i okaże sie, że jeden z bijących się jest homoseksualnym wegetarianinem wyznania mojżeszowego, a drugi jest poganinem-panseksualistą żyjącym w komunie agrarnej).

Jeśli chodzi o zatrudnienie: każdy pracodawca może zatrudniać kogo chce. Ostatnio była „afera”, bo jakiś właściciel butiku zatrudniał tylko panie z dużym biustem – i takie wymagania stawiał w ogłoszeniu o pracę. I dobrze, i jego wola. Dopóki nie dopuszczał się gwałtów, to choćby za obopólną zgodą łomotał sobie te pracownice na zapleczu – nic nikomu do tego. Jeśli dla kogoś praca za ok. minimalną krajową jest warta świadczenia dodatkowo usług seksualnych: jego wola. Jeśli byśmy szli drogą parytetów/równości to dochodzimy do pomysłów całkowicie bezsensownych. Np. można by podnieść raban, że zapisy w ogłoszeniu o pracę, że wymaga się kogoś, kto np. potrafi programować (na stanowisko programisty) dyskryminują ludzi, którzy nie ogarniają programowania. A to nie ich wina, tylko ich wybór! Praca prawem nie towarem!

Słowo na koniec: ludzie nie są równi. Wszyscy jesteśmy ludźmi i wszyscy jesteśmy inni. I powinniśmy się wszyscy od siebie nawzajem i swojej inności odczepić i żyć swoim życiem. Tak samo państwo od falangi i państwo spod tęczy. Znajdźcie sobie bardziej produktywne zajęcia niż marsze, demonstracje i wymyślanie coraz to nowych przepisów i projektów z publicznych pieniędzy.

Życie po pożyciu

Po raz n-ty, nie wykluczam, że w celu robienia „zasłony dymnej”, mamy huczącą w mediach i serwisach społecznościowych dyskusję na temat aborcji.

Telewizja pokazuje kłótnie najbardziej skrajnych opcji w tej debacie co kończy się krzykami, wyzwiskami i ogólnym bólem dupy – a nikt nie wychodzi ze studia (ani nie wstaje sprzed telewizora) ani krztynę mądrzejszy, b o każdy okopał się jak mógł na swojej pozycji.

Takie polaryzowanie społeczeństwa wydaje się częstym zabiegiem we współczesnym świecie. My kontra oni. Białe kontra czarne. Tak albo nie. Szkoda tylko, że nawet sam Wszechświat nie działa na zasadzie absolutów. Od pradawnych dziejów filozofowie nawoływali do szukania konsensusu, do szukania złotego środka, albo trzeciej drogi. A my mamy do wyboru tylko skrajności. Albo, w innych tematach, dwie strony tej samej monety (PiS albo PO!).

Nie twierdzę, że znam receptę na powszechne zrozumienie. Nie twierdzę, że moja moralność jest „najmoralniejsza”. Ale skoro wszyscy krzyczą dookoła, to ja też się wypowiem. A wypowiem się w tematach, które jestem sobie w stanie w ogóle wyobrazić.

Zacznijmy od tego, że jestem mężczyzną. W ciążę nie zajdę, ale dziecko mogę spłodzić. Płód w brzuchu matki będzie krwią z mojej krwi, genami z moich genów (a przynajmniej tak z połowa). Ośrodek pro-choice, postulując powszechny dostęp do aborcji (bez pytań, bez komplikacji) domaga się czegoś nieakceptowalnego: możliwości podjęcia decyzji przez matkę w imieniu obojga rodziców. Bo czemu ja, jako ojciec, mam nie móc się wypowiedzieć co do tego, czy chcę aby moje dziecko zostało zabite, czy też nie?

Jeśli miałbym noworodka, i jego matka chciałaby go np. utopić, to byłbym w stanie posunąć się do skrajności w jego obronie. Więc czemu – zwłaszcza, jeśli uważam, w swoim sercu i sumieniu, że 9-tygodniowy płód jest moim dzieckiem, a nie „zlepkiem komórek”. Przy okazji, tak wygląda 9-tygodniowy płód: Płód w 9 tygodniu – ludzie rozckliwiają się nad mniej człowiekopodobnymi stworzeniami, jak np. pająkami.

Jak już napisałem, jestem mężczyzną. Historia mężczyzn nie należy do najprzyjemniejszych: ewolucja przystosowała nas do ciągłej walki: o jedzenie, o terytorium, o kobiety. Mężczyźni zabijali sarny, zabijali najeźdźców, w końcu zabijali rywali. To naprawdę nie są „zamierzchłe czasy”. Człowiek w obecnej postaci wyewoluował jakieś 200 tysięcy lat temu. Można – optymistycznie – stwierdzić, że początek naszej cywilizacji miał miejsce ok. 15 tysięcy lat temu. To oznacza, że ponad 90% naszej historii, to człowiek niecywilizowany – a to i tak tylko licząc od momentu wyewoluowania homo sapiens sapiens, najbardziej „współczesnej” wersji naszej rodziny.

Jeśli ktoś dalej się łudzi, że jesteśmy tak bardzo wyewoluowani w stosunku do wczesnych ludzi, to proponuję zapoznać się z historiami ludzi w warunkach ekstremalnych. Ludzie potrafią przeżyć całe lata w totalnej dziczy, jedząc surowe mięso, polując zaostrzonym kijem na zwierzęta, walczyć wręcz z drapieżnikami. Ludzie potrafią uciekać się do kanibalizmu, jeśli od tego zależy ich życie. Proponuję się też zapoznać z dwoma najbardziej jaskrawymi przykładami degeneracji moralności ludzkiej, tj. przymusowym zamknięciem. Jedno z nich to oczywiście więzienie, a drugie to szkoła podstawowa i gimnazjum. Ludzie w więzieniach skaczą sobie do gardeł o byle złe spojrzenie. Gwałcą się nawzajem, często nie w celu uzyskania satysfakcji seksualnej, ale w celu wykazania dominacji nad innym samcem. Przemoc, kult siły, prawo dżungli. Choć dodałem to w celach humorystycznych, to szkoły pierwszego i drugiego stopnia nie różnią się bardziej od więzień: przymusowo zebrane i zamknięte dzieci szybko wypracowują swoje własne zasady, niezależne od tego co uważamy za „właściwe” i „normalne” tu, w zewnętrznym świecie. Jak ktoś ma coś, co chcesz – zabierz mu. Jak nie odda – to mu przywal. Znajdź najsłabszego i pastw się nad nim. Wyśmiewaj tych, którzy są inni. A to przecież tylko dzieci – skąd one to biorą? Ot, z naszej natury. Tacy jesteśmy wyewoluowani…

Cała ta dygresja była po to, aby uzasadnić to co napiszę za chwilę. Otóż, jako mężczyzna w miarę świadom swojego genetycznego dziedzictwa, jestem w stanie zaakceptować koncept śmierci jako integralnej części życia. I czasem śmierć jest niezbędna. I w swoim sercu i sumieniu rozumiem koncept śmierci jako wybawienia. Rozumiem czemu kiedyś żołnierze nosili mizerykordie – z łacińskiego misericordia – miłosierdzie. Służyły one do dobijania śmiertelnie rannych i cierpiących (niezależnie od strony po której walczyli). Rozumiem eutanazję – dobrowolną śmierć dla tych, dla których życie to ciągły ból i brak nadziei na inny niż śmierć koniec. I w końcu rozumiem aborcję wobec ludzi (płodów), co do których nie ma żadnych wątpliwości, że urodzą się w skrajnym stopniu zdeformowania, lub martwi, lub pozbawieni istotnych dla naszego jestestwa elementów (np. całego mózgu). Osobiście wydaje mi się, że nawet choroby nieśmiertelne jak Zespół Downa mogą być dobrą przesłanką w celu przerwania ciąży – ale oczywiście tylko wtedy, gdy oboje rodziców się na to zgadza. W tym przypadku nie uważam, że to my, społeczeństwo, powinniśmy narzucać jedną albo drugą opcję – to sprawa rodziców i ich sumienia.

A na koniec najważniejsze i najbardziej oczywiste: klauzula sumienia, tj. prawo lekarza do odmowy wykonania aborcji jest jego prawem i nie powinno podlegać żadnemu kwestionowaniu. Płód, choćby i ciężko chory, w dalszym ciągu jest człowiekiem. Nie ma zbyt wielu procesów mózgowych, nie formuje wspomnień, nie ma koncepcji „ja” – ale jeśli dać mu czas, prawdopodobnie może stać się bytem samoświadomym. Co do przypadków płodów całkowicie pozbawionych szans na uzyskanie świadomości (ww. brak mózgu chociażby) – tutaj faktycznie wchodzą w grę przekonania religijne. Niektórzy mogą uważać, że i w takim płodzie jest dusza, jakkolwiek dana religia ją nazywa.

Rozumiem też niechęć do wskazywania innego lekarza, który miałby dokonać procedury. Moim zdaniem argument który słyszałem w jednej z telewizyjnych debat – o ludziach którzy wbrew prawu ukrywali żydów w trakcie II Wojny Światowej jest wyjątkowo trafny. Ktoś kto wskazałby miejsce przebywania tychże żydów sam przecież nie dokonałby żadnej im krzywdy. A w dodatku posłuchałby się prawa. Ale czy byłoby to etyczne? Czy ktoś, kto uważał żydów za ludzi, mógłby tak z czystym sumieniem postąpić? I tak samo jest z lekarzami, dla których 9-tygodniowy płód to człowiek.

Za to za niegodziwe uważam zachowanie polegające na odwlekaniu informacji o odmowie tak długo, aż aborcja będzie niemożliwa/nielegalna. To takie zachowania należałoby piętnować. „Nie zrobię tego i nie chcę mieć z tym nic wspólnego” – taka odpowiedź lekarza jest dla mnie całkowicie zrozumiała. Ale ukrywanie swoich intencji niewykonania zabiegu wykraczają poza świętą zasadę „moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność cudza”. Lekarz przekroczył granice swojej wolności i podjął niejako decyzję o aborcji za rodziców, uniemożliwiając im podjęcie jej samodzielnie.

I to jest złe: ograniczanie wolności. Niezależnie od tego, która radykalna strona próbuje tego dokonać.

Za darmo, to można w mordę dostać

…a często i tak kosztuje nas to pieniądze z portfela oraz telefon z kieszeni.

Tytułowa zasada została mi wpojona przez ojca, a potem potwierdzona w trakcie studiów ekonomicznych – pierwszą rzeczą, której uczą się studenci tego kierunku, to cytat z Miltona Friedmana:

There’s no such thing as a free lunch.

Czyli „nie ma darmowych obiadów”. Zawsze ktoś za ten posiłek musi zapłacić, w ten czy inny sposób. Chwila zastanowiena szybko powinna każdego utwierdzić w przekonaniu, że z tym stwierdzeniem ciężko dyskutować – nawet jeśli ktoś nam kupi ten lunch, to i tak posiłek nie był darmowy, po prostu zapłacił kto inny (np. w celu poprawy swojego samopoczucia).

Nasz kraj ma długą historię kombinatorstwa, krętactwa i oszustwa. Wymusiła to na nas historia – lata zaborów, najazdów, ciągłej walki z okupantem, ciągłej niepewności kto przyjaciel a kto wróg. A potem komuna, gdzie wszystko było państwowe, tj. niczyje. Ludzie w Polsce nauczyli się przez to być nieufnymi – jako iluzjonista-amator mogę zaręczyć, że sprawdzanie wszystkiego z obu stron, patrzenie na ręce i ogólna podejrzliwość wykracza w naszej społeczności ponad ogólnoświatowe standardy.

W świetle tego dziwi mnie, jak bardzo ludzie wciąż potrafią być naiwni. Widzę na swojej fejsbukowej ścianie „event”, wydarzenie (parafraza):

Rozdajemy darmowe buty! Udostępnij, zaproś znajomych i napisz: „Zgarniam darmowe buty!”

Wyjaśnienie akcji było następujące: sklep XYZ „wietrzy magazyny” czy tam „zmienia kolekcję” i pozbywają się zalegającego obuwia, robiąc sobie przy okazji reklamę na kolejny sezon. Wśród osób które udostępnią event rozlosowane zostaną pewne ilości butów. Znów odwołując się do wyniesionych z domu przyzwyczajeń i przekonań (np. „sprawdzenie najwyższą formą zaufania”) zerknąłem od kiedy istnieje strona (fejsbukowa) tego sklepu. Oczywiście istniała od wczoraj.

Kilka dni później ludzie którzy zapisali się na event dostali wiadomość (wszyscy, jak leci – na moich oczach pojawiały się komentarze organizatora pod każdym jednym wpisem), że mogą odebrać swoje buty wchodząc na podaną stronę. Włączyłem tryb prywatny (minimum bezpieczeństwa przed klikaniem w nieznane linki*) i sprawdziłem cóż to za ustrojstwo. Otóż wystarczyło wybrać model butów, podać numer telefonu, operatora i wysłać SMSa (ponoć darmowego) i wpisać kod otrzymywany SMSem zwrotnym. Wszystko za darmo i buty już lecą.

Nie każdy musi wiedzieć, więc napiszę od razu: nie tylko SMSy wychodzące są płatne. Są tzw. serwisy czy też subskrypcje, które są często bezpłatne by się zapisać, ale potrącają z konta użytkownika pewne kwoty w stałych odcinkach czasu. I tak, aktywuje się je dokładnie w ten sposób – kodem z SMSa od operatora 🙂

Nie muszę chyba dodawać, że żadnych butów raczej nikt nie zobaczy? Za to dodam, że masa ludzi którzy zdali pierwszy test naiwności (udostępnili wydarzenie) z pewnością wykonała żądane kroki – można było tak z niektórych komentarzy wywnioskować.

W ludzkim odruchu ratowania bliźniego zacząłem wklejać masowo ostrzeżenie, czym wypełnienie tego formularza grozi. Oczywiście chyba w 10 minut moje wiadomości zniknęły a ja miałem bana od organizatora na komentowanie 🙂 Przy okazji dodam, że zgłaszałem do fejsbuka (jako spam/scam) wydarzenie od samego początku jego powstania. Zgłaszałem profil organizatora, jego posty i ogólnie wszystko co mi się udało. Strona jak była, tak jest, a ludzie wciąż ją udostępniają.

Jestem wielkim fanem doboru naturalnego i moje warszawsko-praskie korzenie każą mi doceniać dobry farmazon. Jak ktoś jest tak naiwny, by się dać złapać na taki kit, to zasługuje na „grzywnę” na rzecz cwaniaka. Jednak moja w tym rola i wewnętrzna potrzeba ducha, by bić w bęben i trąbić na lewo i prawo, by wytykać palcami i próbować coś do tych pustych łbów wpoić.

PS Nie wszystkie akcje „rozdawnictwa” to oszustwo. Sam dostałem kiedyś od Axe „klikacz” (odpowiadam od razu: zero), sporo ludzi też dostaje inne gadżety. Ale jest różnica, jeśli udostępnia to istniejący od lat profil marki, jeśli strona konkursu jest w oryginalnej domenie, albo chociaż linki do niej są na oficjalnej stronie producenta/organizatora, niż jeśli akcję organizuje profil założony dwie godziny temu, strona jest w domenie „80.pl” albo czymś podobnie no-name’owym, czy też ogólnie wygląda jak wykonana przez średnio zdolnego gimnazjalistę.

*wiem, że tryb prywatny nie chroni mnie przed malware’m, ale przynajmniej od razu jestem niezalogowany w czymkolwiek. Jeśli ktoś by chciał dość bezpiecznie posprawdzać różne groźne strony, to polecam zerknięcie choćby na Virtual PC od Microsoftu, albo przygotowanie sobie linuksa na pendrive’ie 🙂

Przychodzi Luter do lekarza…

Marcin Luter przybił do drzwi kościoła w Wittenberdze 95 tez na uzdrowienie kościoła. Do takiej ilości raczej się nie posunę, ale służbie zdrowia reformacja potrzebna jest jak mało czemu.

Poniższe punkty z reguły są samodzielne, tj. wprowadzenie dowolnej z nich osobno będzie zmianą na lepsze.

    1. Lekarz powinien leczyć.

      Lekarz to nie urzędnik, lekarz to nie funkcjonariusz. Jego rolą jest rozpoznać dolegliwość u pacjenta oraz wskazać w jaki sposób można ją wyleczyć. Obecnie lekarz musi zweryfikować, czy pacjent jest ubezpieczony. Musi pobrać od pacjenta wszelkie możliwe dane – od imienia i nazwiska, przez adres i pesel, aż po kasę chorych czy NIP pracodawcy. Potem, aby pacjent mógł wykupić potrzebny mu lek, większość tych danych należy umieścić na recepcie. Pominięcie PESELu, albo adresu, albo numeru kasy chorych, albo wręcz wpisanie jakiejś informacji za nisko lub za wysoko na druku powoduje, że recepta nie zostanie zrealizowana. Co gorsza, za pomyłkę w tej biurokracji lekarzom grożą surowe kary finansowe.

 

    1. Chcącemu nie dzieje się krzywda.

      Skoro już o receptach, to muszę wspomnieć o ich bezsensie. Na receptę są nie tylko leki refundowane. Nie tylko leki które są psychoaktywne albo skrajnie niebezpieczne. Na receptę jest niemal wszystko co ma jakieś faktyczne działanie na organizm. To, że państwo uważa nas, obywateli, za kompletnych idiotów to wiadomo od dawna. Za każdym razem jednak czuję szczególna nienawiść do tego traktowania, gdy nie mogę nawet bez wizyty u lekarza wykupić kremu, ponieważ zawiera adapalen. Oczywiście jest on nierefundowany. A jakie ma straszne skutki uboczne, na które mógłbym się narazić? „Zaczerwienienie, wysuszenie skóry twarzy, przemijające podrażnienie i pieczenie skóry.”  Faktycznie, śmierć na miejscu.

      Rozumiem dobrze, że leki refundowane są wydawane na polecenie lekarza. Co prawda o samej refundacji napiszę dalej, ale na razie załóżmy, że istnieje dalej. Ktoś mógłby kupować leki z dopłatą państwa i sprzedawać je zagranicę w hurtowych ilościach. Jednak czemu nie wolno nam kupić leku za 100% ceny? Można argumentować, że skoro nie można sprzedawać i kupować marihuany, kokainy czy amfetaminy, tak samo nie można handlować lekami. No dobrze, to wykluczmy (czemu też się sprzeciwiam, ale to inny temat) leki obecnie wydawane na receptę z wtórnikiem (recepty będące drukami ścisłego zarachowania, tj. jedną kopię bierze pacjent, a drugą od razu dostaje bodajże NFZ. Co by się nie działo, można dojść do tego, kto psychotropy czy inną morfinę przepisał i go ścigać o szerzenie (?!) narkomanii).

      Ale w takim razie co z resztą? No i dochodzimy do sedna sprawy: bo ludzie zrobią sobie krzywdę. Oczywiście krzyczę głośno: I DOBRZE! Jak się nie sparzysz to się nie nauczysz. A i darwinizm w praktyce jest czymś pozytywnym dla naszego gatunku. Moja propozycja wpisująca się w obecny biurokratyczny system: oświadczenie (dla spokoju sumienia zaniepokojonych), które można złożyć w urzędzie o treści: „Ja niżej podpisany oświadczam, że jestem świadom ryzyka przyjmowania wyrobów farmaceutycznych bez konsultacji z lekarzem i zrzekam się ew. roszczeń wobec państwa, farmaceutów oraz producentów wyrobów farmaceutycznych.”

      Za takie oświadczenie otrzymywałoby się „legitkę” świadomego nabywcy i w aptekach można by kupować sobie (bez refundacji) co kto chce.

      Czemu mi na tym tak zależy? Czuje się głupio wchodząc do lekarza i dyktując receptę. Lekarz czuje się jak urzędnik, ja się czuję jak petent, tak naprawdę nie było żadnego powodu byśmy się spotkali. Mam ten luksus, że korzystam z prywatnego ubezpieczenia medycznego, więc do lekarza mogę iść niemalże w dowolnej chwili, góra z 2-3 dniowym wyprzedzeniem. Jednak gdybym był osobą w gorszej sytuacji życiowej i korzystał z NFZu, to co? Biegiem na 7 rano do rejestracji? Wizyta u specjalisty za 3-4 miesiące? Tylko po to, by podyktować kilka mniej lub bardziej istotnych substancji, które leżą i czekają w każdej aptece? Strata czasu i pieniędzy. A ani jednego ani drugiego nie mamy zbyt wiele.

      A jak zrobię sobie krzywdę? Mogę się przecież pomylić – nie mam 7-12 lat medycyny za sobą. No cóż – lekarze też się mylą. A jak jestem zbyt głupi, by z problemem którego nie rozumiem iść do specjalisty, albo chociaż zrobić sobie stosowne badania? To miejmy nadzieję, że wyeliminuje się z puli genów zanim zdążę się rozmnożyć.

 

    1. Ubezpieczenie to bzdura

      Artykuł 68. ust. 1. konstytucji RP mówi:

      Każdy ma prawo do ochrony zdrowia..

      Więcej, ustęp drugi mówi nawet, ze Obywatelom, niezależnie od ich sytuacji materialnej, władze publiczne zapewniają równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych…
      To, że nasze prawo jest niezgodne z konstytucją, albo korzysta perfidnie ze sformułowań „szczegóły określa ustawa”, to standard. Tu nie jest inaczej: teoretycznie, zgodnie z konstytutą, każdy obywatel ma prawo do opieki zdrowotnej. To po co ubezpieczenie? Po co było latanie z RMUAmi? Po co system EWUŚ?
      Najlepszy pomysł w tym temacie jaki słyszałem brzmiał: zlikwidować składkę zdrowotną. Zlikwidować kasy chorych. Skoro konstytucja każe, to leczyć wszystkich, a rachunek wystawiać budżetowi państwa. Choćby i te procenty ze składki zdrowotnej dopisać do podatku dochodowego (tfu), bo przecież z pustego i Salomon nie naleje.

      Ile biurokracji by to zaoszczędziło? Ile wypełnionych papierów, ile komplikacji. Wczytywania się w ustawy, komu i kiedy się ubezpieczenie należy, a kiedy ma zapłacić, a jak ma to ile. Ilu urzędników można by zwolnić (i pewnie dlatego jest jak jest – urzędnik najwierniejszym wyborcą jest)

      Mówiąc krótko: albo trzymamy się konstytucji, albo ją zmieniamy. Nie można postępować tak jak z Pismem Świętym „niby fajne, ale to zinterpretujemy inaczej, a tego będziemy uważać, że nie ma…”.

 

  1. Publiczna służba zdrowia to bzdura

    Temat rzeka. Spróbuję na początek dać krótki opis systemu zastępczego:

    Brak składki zdrowotnej. Prywatni, nieobowiązkowi ubezpieczyciele, oferujący różnorodne pakiety ochrony zdrowia, refundacji itd. Finansowane z budżetu państwa ratownictwo medyczne (zdrapywanie z asfaltu itd.). W przypadku wykonania zabiegu nieobjętego prywatnym ubezpieczeniem – rachunek. NIK oraz UOKiK pilnujące stosowania realistycznych wycen materiałów i zabiegów.

    I teraz komentarz. Ile jest warte dla Was Wasze życie? Sto złotych? Tysiąc? Sto tysięcy? Ja oczywiście preferowałbym wykupić fajne, szerokie ubezpieczenie, ale nawet gdyby mnie nie było stać, to i tak nie ma wielkiego problemu. Szpital podarował mi moje życie, w zamian wystawił rachunek na np. sto tysięcy złotych. Biorę kredyt w banku (albo szpital bierze w moim imieniu), i potem spłacam go. Choćby i do końca życia. A jeśli nie życzę sobie czegoś takiego, to nie wiem, rejestruje się czy inaczej oznaczam, żeby mnie nie ratowano w przypadku gdy procedura jest zbyt kosztowna. Bo najwyraźniej wyceniam swoje życie na mniej niż te sto tysięcy.
    Nie ma przymusu życia. Nie ma przymusu korzystania ze służby zdrowia. Społeczeństwo nie ma też przymusu sponsorowania ratowania życia innych ludzi. Jasne, jak ktoś ma taką potrzebę to może wspomóc lub założyć fundację, która będzie np. spłacać (w całości lub częściowo) te kredyty za leczenie.

    Trzeba bowiem zrozumieć, że ratowanie życia jest kosztowne. To kosztuje czas lekarzy (za który trzeba ich wynagrodzić), to kosztuje amortyzacje sprzętu, zużyte materiały i farmaceutyki itd. itp. I dlaczego uważa się powszechnie, że to wszystko się uratowanemu po prostu należy? Przecież nie należy mu się samochód ani mieszkanie, ani nie należy mu się odgórnie szansa na rozmnożenie się. Na wszystko trzeba w życiu zapracować (lub ukraść lub wymusić itd.), i także uratowanie życia powinno być uznane za dobro, które się kupuje.

Ameryka już w Polsce

Niestety, tylko w mediach, i tylko w śniadaniówce. I nie cała Ameryka ale Fox News. Dla niezaznajomionych z wybitnym dziennikarstwem tej stacji powiem tylko, że to coś pomiędzy SuperExpressem a księdzem Natankiem:

Halloween jest świętem liberalnym [w amerykańskiej nomenklaturze: socjalistycznym], ponieważ uczy nasze dzieci żebrania o jałmużnę… Uczymy dzieci chodzić od domu do domu i żebrać.

Albo:

[Z naszych szkół] systematycznie usuwany jest Bóg. A potem dziwimy się, że dochodzi tam do masakr?

Dzisiejsze (08.04.2014) Dzień Dobry TVN, dwa segmenty: pierwszy o Janowiczu, drugi o graniu na komórkach przez dzieci w trakcie przerw.

Zacznijmy od Janowicza. Otóż ów zawodnik wkurzył się, gdy dziennikarz sugerował, że „za wysokie progi” i ironizował, że może nie powinniśmy po naszych tenisistach spodziewać się zbyt wiele. Reakcja była taka:

Janowicz na konferencji

Janowicz ma oczywiście pełną rację: wytrenował się za pieniądze swoich rodziców a teraz trenuje za swoje, a oczekuje się, że będzie odpowiadał za swoją grę przed społeczeństwem, jak gdyby był na ich utrzymaniu. Oczywiście co poniektóre oszołomy zrozumiały jego wypowiedź opacznie:

Szumi w dobrej formie

Szumi w dobrej formie

Jednak Janowicz sugerował coś dokładnie przeciwnego: nie płacicie mi pensji, nie zapłaciliście za moje szkolenie, to co wam do tego, jak gram? Oczywiście odpyskowanie dziennikarzowi spotkało się z falą krytyki w mediach. Nasi dzielni prowadzący DDTVN omawiali dziś temat tego konfliktu na linii sportowiec-dziennikarze sportowi. Aby mieć obiektywne spojrzenie zaprosili dwóch gości do programu: dziennikarza sportowego oraz dziennikarza sportowego. Chłopakom tak dobrze szło mówienie jednym głosem, że miejsce w chórze mają zapewnione.

Trochę dalszy segment był jeszcze weselszy: dzieci w szkołach w trakcie przerw grają w gry na komórkach. W trakcie programu robiona była ankieta (połączona z testem na inteligencję: wysłanie płatnego SMSa bez nawet obietnicy wygrania czegoś, aby zagłosować w teleankiecie widocznej przez kilkanaście sekund powodowało automatyczne oblanie testu…). Pytanie brzmiało: czy jesteś za wprowadzeniem w szkołach zakazu grania w gry na komórkach. Nic dziwnego, 87% powiedziało: tak! No bo na lekcjach się uczy, a nie gra. Ale że chodzi o przerwy – to już w pytaniu nie podali.

Żeby tym razem dyskusja była obiektywna, i można było dobrze zrozumieć zagadnienie gier komórkowych zaproszono dwóch ekspertów: psychologa dziecięcego oraz dyrektorkę szkoły. Wiek, zawód i wypowiedzi sugerowały, że o grach większego pojęcia panie nie mają. Za to śpiew unisono również wychodził im nieźle.

Otóż okazuje się, że po tym, jak w szkołach na przerwach zakazano gier ruchowych (bo można się uszkodzić!), to siedzenie pod ścianą i granie na komórce jest też straszliwie groźne. Do końca panie nie były w stanie wskazać czemu, ale dzieci patrzące w ekran najwyraźniej budzą w ekspertkach panikę. Oczywiście nie obyło się bez piania o „nieodpowiednich treściach” na telefonach.

W poprzednich odcinkach dowiedzieliśmy się już np., że sól jest mordercza, i kosmetyki są toksyczne i zioła też są toksyczne. I że istnieją „cyberdzieci” które mają tajemniczy wirtualny świat. A trochę wcześniej dowiedzieliśmy się, że trzeba powstrzymać „plagę” buziaków wśród młodzieży gimnazjalno-licealnej. Pewnie dlatego, że od tego się w ciążę zachodzi…

Wal jak w bęben

Wal jak w bęben, panie Tusk, wal w bębny, tarabany, a chór wiernych – jeśli nie Tobie, to idei – będzie wtórował ze wszelkich mediów. Kilka lat temu pisałem o tym, jak to premier, niestety ten sam, robi zasłonę z tematów medialnych, by przykryć niekoniecznie uczciwe działania. Wówczas były to dopalacze. Obecnie – sprawdźmy. Szybki rzut oka na portale i widzimy: Ukraina, Ukraina, Ukraina. W Sejmie – Ukraina. Ministrowie opowiadają o? Ukrainie.

Nie zrozumcie mnie źle, ekspansja Rosji na Krym, gwałcąca postanowienia Memorandum budapeszteńskiego, jest faktycznie czymś co powinno nas interesować. Ale ani my militarnie Rosji nie podskoczymy, ani ekonomicznie, ani w ogóle w żadne sposób. Mądre powiedzenie mówi, że najlepszą zemstą na swych wrogach jest żyć szczęśliwie. I na tym właśnie powinniśmy się my – jako naród, jako kraj i jako państwo – skupić.

Z okazji mojego powrotu do regularnego publikowania sprawdźmy jakie jest status quo:

  1. Obciążenie podatkowe bije nowe rekordy
  2. Stopa bezrobocia szybuje ku rekordowym poziomom (zaskakujące, biorąc pod uwagę pkt 1.)
  3. Swobody obywatelskie są ograniczane (rekordowe ilości zapytań o billingi, inwigilacja i działania prawne wobec publicystów w internecie, prowokowanie i delegalizacja zgromadzeń publicznych, rozszerzanie uprawnień służb itd.)
  4. Ignorowanie inicjatyw oddolnych (wyrzucenie wniosku o referendum w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych, wyrzucenie ponad miliona podpisów w sprawie referendów dot. szkolnictwa).
  5. Chybione, korupcjogenne inwestycje (Euro 2012, planowane zimowe igrzyska w Krakowie).

Wystarczy chyba, żeby wyciągnąć wniosek, że nie jest dobrze. A jak nie jest dobrze to zostają dwa wyjścia: rewolucja lub emigracja. Zacznijmy więc może od rewolucji – na początek rewolucji w głowach. Chciałbym w kolejnych artykułach wskazywać obszary, które powinny stać się przedmiotem debaty publicznej. Zbyt wiele tematów jest przesuwanych na dalszy plan, podczas gdy jako tematy najważniejsze wskazuje się „kościół vs gender” albo „wyślij tweeta do Putina”.

W tak zwanym międzyczasie, dla rozluźnienia atmosfery, przeplatał będę wpisy czymś lżejszym (bo content musi być varied, żeby mieć lepszy social media presence). Czekam też na sugestie tematów – z dowolnej dziedziny – którymi miałbym się zająć.

Do zobaczenia wkrótce!